poniedziałek, 19 września 2016

Turo, ruń, roń, toń, rot








     Ostatnim podmuchem letniego żaru, znalazłam się w Toruniu u o. Rydzyka;).
Postanowiłam sobie, że to będzie wesoły weekend i nic co mamine nie będzie mi zaprzątać głowy (gary, lekcje, podwózki i "mamo, a on mnie uderzył"). Niech się pozabijają;). Tym bardziej, że dzieci zostały w domu.

Szaleństwo i "tumiwisizm" wymagało odpowiedniej oprawy. Stąd w górnych partiach mojej garderoby królowały wzory i kolory. Sukienka z sh w soczystych kolorach czerwieni, fuksji i fioletu w lekko babciowaty deseń, a na drugi dzień nico wyrazista koszula w zasłonowy rzucik.

  Niczym barwny ptak szlifowałam toruńskie bruki.
Toruń jest  w moim osobistym rankingu najpiękniejszym miastem w Polsce (aczkolwiek wszystkich miast nie widziałam, więc mogę kiedyś zmienić zdanie). Cudownie położone nad Wisłą, o uroczych uliczkach przecinających Nowy Rynek i Stary Rynek, niezwykle inspirujących ludziach. Młodzież! Jakbym cofnęła się w czasie: punki (ale nie tacy wystylizowani), autentyczni z napisem "Kundel" na katanie i niedbale wykonanym irokezem. Radosną twórczość widać było zwłaszcza na włosach - fryzury a la spod własnych rąk, ciekawie ufarbowane - toż to totalny powiew świeżości i dla mnie haust inspiracji.
No i ta nonszalancja, brak lansu i epatowania kasą.
Ta młoda w szarych, zwiewnych szatach tak na oko miała z 12 lat - a co za wyczucie stylu!



     Zostałam niemal uniesiona duchowo pod niebiosa, czyli pod sklepienia kościoła św. Jakuba. Jest to prawdziwa gratka dla tych co kochają sztukę, architekturę. "Gotyk na dotyk" - jak głosi strzałka przy wjeździe do centrum miasta. To by się zgadzało. Wszystko w tym kościele jest nasiąknięte historią. Nie tylko mury, odratowane po pożarach, ale i niesamowite  XIV - wieczne malowidła tworzą swoisty klimat świątyni. Mrok i światło.
Trwa zbiórka na remont kościoła, dlatego jeśli chcesz zrobić zdjęcia płać 5 zł - ale warto!:)


  Po zwiedzaniu burczy w brzuchu. A na to najlepszy jest "Manekin". Czytałam w internecie wiele pozytywnych opinii na temat tej restauracji (?) lecz i tak zostałam pozytywnie zaskoczona.
Jedzenie wyśmienite! Skosztowałam sałatki z kozim serem i z buraczkami, a nazajutrz naleśnika z rafaello (specjalizują się w naleśnikach, na słodko i na słono). Niebo w gębie i porcja jak dla kobyły, do tego ceny konkurencyjne (ok. 16 zł !).
Natomiast na barce przycumowanej do brzegu Wisły, w miejscu gdzie kręcono "Rejs", można spożyć pysznego hamburgera, z frytasami, orzeźwiającą sałatką z ogórkiem - McDonald niech się chowa;).
I nikt Was nie pozbawi posiłku;).


  Jeśli chodzi o nocleg, to warto zacumować w pensjonacie " Winnica ". Położony nad brzegiem Wisły, z uroczymi tarasami, pięknymi roślinami (zrywaliśmy winogrona z krzewów). Klimat przywodzący na myśl Grecję lub Francję. Drzewa szumią, ptaki skrzeczą - widziałam nawet żurawia nad brzegiem rzeki. Bardzo miła obsługa, a co za tym idzie cała atmosfera, bo przy takich gospodarzach wszyscy goście trzymają klasę (przy śniadaniu). Piszę o tym miejscu, bo nie zawsze człowiek wie gdzie się zatrzymać. Mój mąż odkrył przypadkiem to miejsce podczas podróży służbowej. I wrócił ze mną, by mi pokazać jak tu pięknie:). Dodam jeszcze, że do Rynku jest 500 m. W sam raz na romantyczny spacer;).


A pierniki - pycha!:))

Czas wrócić do codzienności, ale po takim weekendzie, pełnym inspiracji, aż się chce!

Ps. Przywiozłam sobie pamiątki w postaci książek, z emocji zaczęłam czytać dwie na raz. Obłęd w literki ;)
Buziaki:*

poniedziałek, 12 września 2016

Klasa nie tylko na obcasach





    Słowo "dama" trąci myszką i rzadko można je usłyszeć w rozmowie. Gdyby się zapytać młodej dziewczyny czy chciałaby zostać damą (ale nie dworu), pewnie by zrobiła wielkie oczy. To tak jakby zapytać się chłopaka, czy chciałby zostać bohaterem (w dzisiejszych czasach?).

 Być może to sprawka upływających lat (moich;), a do tego uroku osobistego jakim odznacza się Jennifer L. Scott - z żywym zainteresowaniem przeczytałam jej kolejną książkę pt. "Szkoła wdzięku Madame Chic. Jak być damą w każdej sytuacji?".

  Dama według niej to kobieta z klasą. Na to określenie wpływa nie tylko wygląd zewnętrzny lecz i sposób bycia tzw. kultura osobista. Człowiek jest tak spójny, że po jego wypowiedziach, sposobie ubierania się, mieszkaniu itd. wiemy czego możemy się spodziewać.

  Ważne jest to, że człowiekiem z klasą stajemy się przez całe życie, to wymaga ciągłej pracy nad sobą -  i tu Jennifer ma rację.
Np. ja staram się się nie cmokać w kolejce, nie awanturować (sama nie lubię gdy ktoś podnosi na mnie głos), być punktualną, patrzeć komuś w oczy przy rozmowie.
Dobry jest fragment opisujący "walki" na wyprzedażach. To prawda, kiedy czytam o "cierpieniach" kolejkowiczów, "ofiarach" przepychania jestem zażenowana, a jednocześnie śmiać mi się chce.

  Wydaje mi się, że osoba z klasą powinna mieć ustalone priorytety.

Zaskoczyło mnie pozytywnie, zwrócenie uwagi na wysławianie się. Coś w tym jest. Bo gdybym miała wskazać na kobiety z klasą były by to: Grażyna Torbicka, Maja Ostaszewska, Magdalena Cielecka, Julia Hartwig, Joanna Szczepkowska - one wszystkie pięknie mówią.
Jeśli chodzi o mężczyzn to wskazałabym: Jana Miodka i ś.p. Bogusława Kaczyńskiego.

  Co do sposobu bycia, to po lekturze, zaczęłam pilnować się, by mieć głowę i plecy prosto (przestać się garbić); mając taką postawę naprawdę czuję się pewna siebie.




  Ludzie z klasą zawsze robili na mnie wrażenie. Pamiętam gdy parę naście lat  temu przeczytałam "Idę sierpniową" i sposób załatwienia sprawy przez Milę Borejko, gdy pani Lisiecka przyszła na skargę, bo Iduś pomalował na zielono (słusznie) jej złośliwych gagatków. Żądała ona (Lisiecka) za poniesione szkody "grubej kasy".

  " -  Proszę pani - mama Borejko wyjrzała pojednawczo zza pleców męża. - Proszę się zastanowić, ile jesteśmy pani winni... i wpaść do nas wieczorkiem, to sobie omówimy ze spokojem. O tu piszę adres. Proszę. "

  Ida pomyślała wtedy, że klasy i wdzięku jej rodzice mają pod dostatkiem.

A pamiętacie bohaterskie zachowania Marka Pałysa wobec Idy w " Pulpecji ", gdy uspokajał Idę niczym Radosław Majdan Małgorzatę Rozenek w pewnym "azjatyckim programie"?
Miał klasę.

  W książce są też poruszone kwestie ubioru i ten kto czytał wcześniejsze części, wie czego może się spodziewać: przedkładanie jakości nad ilość, zawężenie garderoby do pewnej liczby itd.
Nie traktuję tej lektury jak kalki, którą mam przyłożyć do swojego życia.
Mieszkam na wsi, a nie w Paryżu. Nie wyobrażam sobie chodzenia na co dzień w jedwabnej bluzce i spódnicy. To nie mój styl. Ale od rana w sukience? Czemu nie;)
  Dbam o to by dobrze wyglądać, nawet gdy odwożę rano dzieci do szkoły. Ot, wstaję trochę wcześniej. Dzięki temu czuję się dobrze już na początku dnia.

  Pamiętam jak w jednym z odcinków o metamorfozach Christiny Corduli, dzieci wstydziły się gdy je mama odwoziła do szkoły. Ciągle w dresach, rozmemłana, bez fryzury lub cienia makijażu.
Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, do tego stopnia, że naprawdę pilnuję by dzieci widziały, iż mam od rana trzyma fason.
Wiadomo, że zdarzają się dni gdy mam ochotę dłużej posnuć się w piżamie (sobota zazwyczaj)lub farbuję włosy - wtedy przywdziewam moje ulubione, niebieskie legginsy. Od czasu do czasu tak po prostu lubię.
Ale uwierzcie, dresy traktuję jako pewnego rodzaju awangardę;).

  Staram się też dobierać odzienie do okazji. W ostatnim czasie miałam wysyp wesel i już wiem, że lepiej czuję się w sukienkach w stonowanych kolorach, stosownych długościach.
Na powyższych zdjęciach prezentuję się Wam w odsłonie weselnej.
Wesele zorganizowano w pięknej okolicy: wśród pól, gór, było można sobie popływać na stawie rowerem wodnym.
I poganiać kury;)).

Reasumując, polecam książkę. Trzeba przyznać, że Jennifer L. Scott ma lekkie pióro, a ja po przeczytaniu jej książek jakoś zawsze czuję się lepiej ze sobą i mam ochotę popracować nad pewnymi kwestiami;).

  A dla Was kto jest kobietą z klasą? I w ogóle czy chciałybyście być tak określane?

(Hmmmm...w sumie co za pytanie!;)))

 

wtorek, 30 sierpnia 2016

H&M vs. SH wg Miło. Pół żartem, pół serio ;)



   Od czasu do czasu Poczta Polska podrzuci mi katalog H&M, który z przyjemnością i pełną świadomością, że to reklama (która czasami działa;) oglądam.
 Skoro, jak głosi okładka, MUSZĘ znać trendy na NOWY SEZON, to nie ma zmiłuj się. Wychowana w komunistycznym duchu karności, odruchowo podporządkowuję się.
Obracam kartki z lubością zauważając, że ja już pewne rzeczy w szafie mam i to z lumpeksu - niektóre nawet z metką H&M.
  Patrzę na ceny produktów i doznaję potężnej satysfakcji. Matko! Bluza z kapturem za 79 zł? Ja kupiłam za 6 zł. Kurtka pilotka (wygląda jak bomber, hmmm) za 149zł, ja swoją czarną kupiłam za 20 zł. Itd., itd.

  Przekonanie, że lumpeksy są dla biedoty odchodzi do lamusa. Wystarczy spojrzeć na społeczeństwo kotłujące się przy wieszakach w dzień kiedy wszystko idzie za 15 zł/kg. Są babcie emerytki i te zrobione na wysoki połysk a la dyrektorki banków; nauczycielki, matki z dziećmi, psiapsiółki w wieku balzakowskim, łowczynie metek, gimnazjalistki, licealistki, artystki i ...mężczyźni;).

  Szmateksy przestały być synonimem obciachu, aczkolwiek zawsze będą istniały istoty, które nigdy nie przekonają się do zakupów w tym przybytku grzebania. No i dobrze, mają do tego prawo.

Są rzeczy "z najnowszych trendów", które z powodzeniem znajdziemy w sh. Wiem, trzeba grzebać, chodzić i czasami mieć szczęście. Ale ile radości jak się w końcu trafi. Nabiera się wtedy przekonania, że dzień potrafi być pełen niespodzianek;).
  Dana rzecz może się różnić szczegółami od tej z katalogu/ z wystawy, lecz dajmy sobie prawo do tego, żeby "prawie jak" nie robiło istotnej różnicy. A co!

Co możemy znaleźć z tzw. "musisztomieć" w sh?

1. Hit sezonów - bombery (stare - flejersy).
2. Bluzy z kapturem. Ja poluję na wielgachną w stylu Vetements (zwariowałam na ich punkcie!).
3. Luźne koszule: białe, w paski (nawet z H&M identyczne jak u nich w sklepie), błękitne.
4. Katany.
5. Obszerne swetry i zgrabne kardigany.
6. Dżinsy jakie chcesz - rurki, dzwony; a postrzępić nogawki sama możesz.
7.Parki - mam jedną z metką H&M;).
8. Zamszowe płaszcze, kurtki.
9. Trencze.

Jasne, że nie znajdziesz tam bluzeczek z falbankami, które teraz święcą triumf, ale może za rok, za dwa? Cierpliwości;).
Nie należy też od razu zakładać sobie pasa cnoty na zachcianki w sieciówce. Nie bądźmy fanatykami;).

Ciekawa jestem czy już szykujecie się powoli na jesień i czy udało się wam coś upolować ciekawego w lumpeksie?

 Mi parę rzeczy i owszem. Jakąś ich część przedstawiam Wam w prywatnym katalogu "H&M vs. SH wg Miło". Pół żartem, pół serio ;).






Miłego tygodnia i szaleństwa w sh! ;)))