wtorek, 30 sierpnia 2016

H&M vs. SH wg Miło. Pół żartem, pół serio ;)



   Od czasu do czasu Poczta Polska podrzuci mi katalog H&M, który z przyjemnością i pełną świadomością, że to reklama (która czasami działa;) oglądam.
 Skoro, jak głosi okładka, MUSZĘ znać trendy na NOWY SEZON, to nie ma zmiłuj się. Wychowana w komunistycznym duchu karności, odruchowo podporządkowuję się.
Obracam kartki z lubością zauważając, że ja już pewne rzeczy w szafie mam i to z lumpeksu - niektóre nawet z metką H&M.
  Patrzę na ceny produktów i doznaję potężnej satysfakcji. Matko! Bluza z kapturem za 79 zł? Ja kupiłam za 6 zł. Kurtka pilotka (wygląda jak bomber, hmmm) za 149zł, ja swoją czarną kupiłam za 20 zł. Itd., itd.

  Przekonanie, że lumpeksy są dla biedoty odchodzi do lamusa. Wystarczy spojrzeć na społeczeństwo kotłujące się przy wieszakach w dzień kiedy wszystko idzie za 15 zł/kg. Są babcie emerytki i te zrobione na wysoki połysk a la dyrektorki banków; nauczycielki, matki z dziećmi, psiapsiółki w wieku balzakowskim, łowczynie metek, gimnazjalistki, licealistki, artystki i ...mężczyźni;).

  Szmateksy przestały być synonimem obciachu, aczkolwiek zawsze będą istniały istoty, które nigdy nie przekonają się do zakupów w tym przybytku grzebania. No i dobrze, mają do tego prawo.

Są rzeczy "z najnowszych trendów", które z powodzeniem znajdziemy w sh. Wiem, trzeba grzebać, chodzić i czasami mieć szczęście. Ale ile radości jak się w końcu trafi. Nabiera się wtedy przekonania, że dzień potrafi być pełen niespodzianek;).
  Dana rzecz może się różnić szczegółami od tej z katalogu/ z wystawy, lecz dajmy sobie prawo do tego, żeby "prawie jak" nie robiło istotnej różnicy. A co!

Co możemy znaleźć z tzw. "musisztomieć" w sh?

1. Hit sezonów - bombery (stare - flejersy).
2. Bluzy z kapturem. Ja poluję na wielgachną w stylu Vetements (zwariowałam na ich punkcie!).
3. Luźne koszule: białe, w paski (nawet z H&M identyczne jak u nich w sklepie), błękitne.
4. Katany.
5. Obszerne swetry i zgrabne kardigany.
6. Dżinsy jakie chcesz - rurki, dzwony; a postrzępić nogawki sama możesz.
7.Parki - mam jedną z metką H&M;).
8. Zamszowe płaszcze, kurtki.
9. Trencze.

Jasne, że nie znajdziesz tam bluzeczek z falbankami, które teraz święcą triumf, ale może za rok, za dwa? Cierpliwości;).
Nie należy też od razu zakładać sobie pasa cnoty na zachcianki w sieciówce. Nie bądźmy fanatykami;).

Ciekawa jestem czy już szykujecie się powoli na jesień i czy udało się wam coś upolować ciekawego w lumpeksie?

 Mi parę rzeczy i owszem. Jakąś ich część przedstawiam Wam w prywatnym katalogu "H&M vs. SH wg Miło". Pół żartem, pół serio ;).






Miłego tygodnia i szaleństwa w sh! ;)))

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Codziennie



   Nie wiem jak Wam, ale zmierzch lata upływa mi w szaleństwie. W szaleństwie dnia codziennego, który zaczyna się jak wielka niespodzianka. Z dziećmi wiążą się zawsze różnorakie emocje, jest radość, pęd, rodzicielskie rozterki, zadowolenie, gdy się widzi efekt swojej pracy nad dziecięcym móżdżkiem.
Poświęcam się też swojej pasji tj. fryzjerstwu i wizażowi. Czasami wrzucę coś na insta ;)
Testuję różne odcienie farb do włosów oraz kosmetyki do makijażu.
Zawsze, jeśli coś mnie zachwyci dzielę się z Wami, całkiem bezinteresownie (tzn. nikt mi nie płaci za reklamę;).
  Ostatnio koleżanki, które działają w  Avonie, poprosiły mnie bym w pokazie kosmetycznym zajęła się makijażem pokazowym. Miałam do dyspozycji całą "kolorówkę" tej firmy i parę produktów szczególnie przypadło mi do gustu.
 Hitem w moim kufrze są kuleczki wyrównujące koloryt skóry. Szczerze się przyznam, że kulki brązujące nigdy nie wzbudzały mojej atencji, ale te to co innego. Stosuję je na utrwalony pudrem sypkim podkładzie, skóra faktycznie nabiera delikatnego kolorytu i leciutko błyszczy.
  Każda z nas w makijażu na co innego kładzie akcent; dla mnie podstawą jest wyrównanie kolorytu cery (a więc podkład, latem - krem BB, korektor pod oczy, róż do policzków) i wytuszowane rzęsy.
Podkład adaptujący Luxe jest naprawdę dobry, dosyć dobrze kryje, nie jest przy tym ciężki, nie zbiera się w załamaniu powiek lub zmarszczkach i ma faktor SPF 20 (na co zwracam uwagę odkąd zgłębiłam tajniki urody Koreanek;). Używam Nude Bodice, ale jestem dość blada;).
  Zachwycił mnie też korektor w kredce, rozjaśni nawet trudno dostępne okolice oka. Jest jak dotąd najjaśniejszym korektorem z jakim się spotkałam. W okolicach oczu mam najwięcej przebarwień: sińce pod oczyma, rano czerwone obwódki wokół oka. Po użyciu korektora od razu czuję się mniej zmęczona...na twarzy przynajmniej;).
Konturówkę do ust polubiłam za unikalny kolor, ni to naturalny, brąz lekko różowy; dobra jest też w aplikacji - miękka (to ta z wysuwanych).
  Utrwalacz do makijażu też jest dobry.
Cienie bardzo dobre, bo się nie osypują i są trwałe.

Z Avonu najbardziej cenię sobie "kolorówkę", kosmetyki pielęgnacyjne mają dla mnie za intensywny zapach, z perfum też mnie nic jeszcze nie powaliło na kolana;)

 Prezentuję się Wam w luźnej odsłonie, tak mi dobrze kiedy temp. oscyluje wokół 20 stop.
Koszula - zeszłoroczny zakup w sh, spodnie od dresu (które już w myślach łączę z trenczem, butami sportowymi, ale to bliżej jesieni;).
  Dziś w sh udało mi się kupić kurtkę bomberkę - czarną, taką lżejszą. Eh, no, faktycznie dzień pełen niespodzianek - przecież weszłam po spodnie dla syna;)).
 A czytam? "Feblika" po raz drugi. Przywraca mi równowagę.

" Z szacunku do prawdy. Prawda wcale nie jest abstrakcją, ona żyje i wciela się w ludzi i rzeczy. Rzeczywistość jest nią przepojona. Więc pewnie jest tak, że kochając rzeczywistych ludzi, kochamy prawdę, którą w sobie noszą. I nie chcemy żeby była fałszowana. " M. Musierowicz

Proste, prawda? ;)


:*

środa, 10 sierpnia 2016

Czyżby Czyż ?





   Szukałam w Empiku książki napisanej przez starszą panią didżejkę, nie znalazłam, może dlatego, że nie pamiętałam imienia i nazwiska tylko wesołą twarz spoglądającą z okładki.
Znalazłam natomiast "Dwanaście srok za ogon" Stanisława Łubieńskiego, która adekwatnie do delikatności treści leżała w kącie, na dole półki - jedna.

  Pamiętam dyskusję nad tą książką w TV Kultura i rozmowę z autorem. Jak rzadko kiedy, zaproszeni krytycy zgodnie (!) zachwycali się tą niepozorną pozycją. I ja jak rzadko kiedy zachwyciłam się rozmową z autorem - nie zawsze takie rozmowy wypadają na korzyść piszącego. Pamiętam panią, która z pewnością siebie wystrzeliła: " Tak, to ja jestem tą kochanką opisaną w Pod Mocnym Aniołem ", a ja już wiedziałam, że tej rozmowy z Pilchem nie przeczytam.

  "Dwanaście srok za ogon" rozwala mi duszę, że tak uderzę patetycznie. No, ale skoro tak jest...
Można się zdziwić: "Przecież to książka tylko o ptakach", ale jak napisana!
Są ludzie, którzy widzą więcej. To tak jak jedna osoba na sto pozna, że jesteś zakochana; inni będą widzieć smutek, nerwowość lub posądzać o gorączkę.

"Okazało się, że pasja zmienia na zawsze. Możesz już nie chodzić po bagnach i lasach, ale twój wzrok zawsze przykuje przelatujący dzięcioł. Nigdy nie pozostaniesz obojętny na połyskliwe piękno pierwszych wiosennych szpaków. Zawsze przystaniesz na dźwięk nieznajomego śpiewu.
Nigdy nie przestaniesz obserwować." Pisze Łubieński.

  Nie należę do ptasich speców, choć ptaki zawsze (tzn. odkąd zamieszkałam na wsi;) wzbudzały mą ciekawość połączoną z respektem i szacunkiem. Swoją wolnością, kruchością i pięknem.
Ilekroć zbieram z trawy martwego ptaka (moja kotka niestety jest kilerką) zdumiewa mnie jego lekkość.
Jednemu ptakowi, chyba Muchołówce szarej, dzieci pośmiertnie nadały imię Franek, zakopały pod drzewem i zanosiły do nieba modlitwy za Franka:).
  Niektóre gatunki pokazują się kiedy chcą, trudno je pochwycić okiem aparatu (nie to co żądne sławy wróble - te to lubią pozować;), ale mam świadomość, że żyją gdzieś w koronach drzew lub w krzakach.
   Uwielbiam słuchać ptasiej mowy. Ona też informuje o zmianie.
Skończyły się już wiosenne, godowe trele, teraz rano budzi mnie pohukiwanie kukułki - ciche, jakby z oddali - jak nadchodzący chłód i mgła.

  Czytając Łubieńskiego czuję się jak uczennica liceum, która z wypiekami na twarzy uczy się tego co ją interesuje;). Zmusza mnie do ciągłego zaglądania do wujcia googla, jeśli nie znajdę opisu danego gatunku w książce o ptakach.
Szczerze się przyznam, że pogłębiłam swoją wiedzę o Chełmońskim - nie wiedziałam, że był wnikliwym obserwatorem przyrody i ciekawie malował ptaki (w czasach kiedy nie było smartfonów i internetu!), dbając o detale, oddając ich naturę.
Mam nadzieję, że dzięki tej książce okaże się, iż jeszcze dużo rzeczy nie wiem;).

  Oto zdjęcia (zrobione własnymi rękoma) moich skrzydlatych sąsiadów. Nie ma wśród nich "naszego" jastrzębia (choć pewnie to nie jastrząb, bo słusznie Łubieniecki twierdzi, że: "Ptaki drapieżne rzadko widzi się z bliska, nic dziwnego, że dla większości ludzi wszystkie pozostają na zawsze jastrzębiami "), którego często widzimy jesienią i zimą na nagiej gałęzi przy drodze lub na polu.











1. Bażant łowny - samiec (widok z okna).
2. Dzięcioł duży, pstry, wielki (widok z okna).
3. Kos i żarłoczny wróbel;). Pierwszy na moim drzewie, drugi na talerzu Panny Loli
4. Białe gołębie kojarzące mi się ze spacerującymi siostrami zakonnymi;).
5. Trznadel - ale nie jestem pewna (w pierwszej chwili myślałam, że to kanarek;).
6. Szczygieł - też nie jestem pewna (widok z kuchni).
7. Wróble - ona i on (widok z okna).
8. Szpak (widok z okna).

A dzisiaj czuję się jak Czyż - paski i coś żółtego;)