Dzień dobry.

Kiedyś idąc z mamą za rękę i spotykając jej znajomego, byłam pouczana:
"- Madziu, przedstaw się."

Zasady wpojone przez mamę weszły mi w krew, choć niektórych wolałabym się pozbyć.
A więc (przepraszam moje polonistki) mam na imię Magda.

Na początku (pomysłu) chciałam aby było tu "zwyczajnie", ale to słowo w przeróżnych konfiguracjach zostało już "zajęte" w przestrzeni internetowej. Codziennie? Eeeee, wpiszcie w google, a zobaczycie ile codzienności w ... codzienności.
A ponieważ jestem optymistką z wyboru (podstawówka: kompleksy, liceum: dołowanie się było częścią artystycznego imidżu, gdzieś na wysokości studiów postanowiłam przestać się męczyć i zacząć czerpać radość z życia), chciałabym, żeby było tu MIŁO.

Uwielbiam proste życie i tak naprawdę niewiele potrzebuję do szczęścia. Dach nad głową, jedzenie, ubranie, radość bliskich. Co nie znaczy, że jestem pozbawiona ambicji. Realizuję swe marzenia, powoli zmierzam do wyznaczonych celów.
Jeszcze półtora roku temu marzyłam o tym by zostać fryzjerką. Skończyłam kurs we Wrocławiu i już rok zdobywam doświadczenie. Ciągle się uczę i zamierzam się jeszcze dalej rozwijać w tym kierunku.
Dzięki fryzjerstwu zyskałam inny pogląd na modę, sztukę. Można powiedzieć, że jeśli klasyczne strzyżenie się zawsze obroni, tak jest i przypadku ubioru...a może i w innych dziedzinach życia, jeśli uznać, iż klasyka ma wiele wspólnego z prostotą.

Zwykłość i prostota.
Ot, szary, miły sweter.
Ot, zwykłe dżinsy i biały podkoszulek.
Ot, fryzura pt. przeczesała palcami.

Szpilki i czerwona szminka sprawiły, iż w tym zwykłym ubraniu czułam się 100% kobietą.



Wracając do fryzjerstwa, to muszę przyznać, że na zaufanie (jeśli chodzi o strzyżenie) znajomych musiałam trochę poczekać. I wcale się nie dziwię. Często bywa, że jeśli się przekwalifikujemy, ludzie patrzą na nas z powątpiewaniem. Trudno im spojrzeć na nas "nowymi oczyma". Sceptycznie podchodzą do kursów, ale to głównie ci, którzy nie mieszkali za granicą.
Spokojnie mogłabym powiedzieć o sobie "kobieta kursów różnorakich". Kursy to szansa dla dojrzałych ludzi, którzy chcą szybko i treściwie przyswoić wiedzę. Mając rodzinę i widmo upływającego czasu, szkoda go marnować na czytanie pod ławką książek (lub pisanie e-smsów), albo chowanie się po kątach z kubkiem kawy (może być plastikowy). Na kursy uczęszczają pasjonaci. Tak wynika z moich obserwacji i mojego doświadczenia. Każdy może mieć inne.

Acha, no więc chciałam o włosach...konkretnie o włosach Eweliny, mojej dobrej koleżanki (trochę potrwało, nim odważyła się oddać swoje kręciołki w moje ręce).
Ewelina uwielbia swoje loki i długie włosy. Natomiast jak to z kręconymi włosami bywa, zaczęły się puszyć i "rosnąć w szerz", czyli na czubku głowy płasko, a im bardziej w dół, to tworzy się trapez.
Ewelina ma podłużną twarz, więc trzeba było włosy pocieniować, by zachowały swoją długość. W ten sposób góra fryzury zyskała na objętości, włosy przestały się puszyć i rosnąć "w trapez". Sylwetka też na tym zyskała.
To co widzicie na zdjęciach to efekt końcowy strzyżenia. Włosy nabrały energii i życia.
Zawsze będę twierdzić, że włosy długie też powinny mieć jakiś kształt, najlepiej taki dobrany do owalu twarzy i sylwetki.
Od jakiegoś czasu z Eweliną pracowałyśmy też nad kolorem jej włosów. Chciała ona pozbyć się rudych refleksów, a uzyskać bardziej naturalny odcień z nutką popielatego.

Et voila!


Mimo tego "dzień dobry" jest już "dobry wieczór", a właściwie "dobranoc".

Wszystkim dziękuję za uwagę i mam nadzieję "do zobaczenia"!