poniedziałek, 27 lutego 2017

Przyszła pora na kolora






   Temperatura oscyluje w okolicach 10 +, ptaki śmielej świergoczą, koty wyłażą z chałupy, pranie suszy się na zewnątrz. Czyżby wiosna? Myślę nieśmiało i cieszę się w duchu.
  Dzisiaj widziałam panią w trenczu z apaszką na szyi (a nie w wełnianym szalu). Chyba nie tylko ja mam ochotę wyprać zimowe kurtki, zapakować w worek próżniowy i upchnąć w najciemniejszy kąt półki.

  A jeżeli wiosna to i kolory, bo dlaczego nie?
Z wiekiem zyskałam świadomość tego co mi się podoba i co mi służy. Czego ja nie wypróbowałam? Zwłaszcza jeśli chodzi o kolor włosów;). Zdania mogą być podzielona, w jakim było mi najlepiej. Nie chodzi o to co komu się podoba, ale jak  ja się czuję w danym kolorze. Np. nie wyobrażam siebie teraz w rudym, z blond pasmami czuję się dobrze, promieniście, "jasno", łagodnie.
  
   Jeśli chodzi o kolory ubrań, to preferuję czyste kolory o średnim natężeniu (nie - żarówiaste), czystą biel (w ecru blednę i "choruję" na twarzy) i odcienie koloru nieba.
Nie dla mnie "brudne" róże, seledyny, czy jesienne rudości.
 
  Pamiętam, jakie kolory wytypowała dla mnie Maria z bloga Ubieraj się klasycznie: fioletowy, żółty (trzeciego nie pamiętam); a Tomek Schmidt powiedział, że jestem "wiosną" zmieszaną z "zimą".
Wszystko to biorę pod uwagę, ale nie trzymam się sztywno tych ram.
Jest to fajny punk wyjścia, by w ogóle zastanowić się nad kolorami w naszej garderobie, czy jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu.
 
  Po wielkich porządkach przedwiosennych, o których już pisałam, mając jak na dłoni aktualny stan mojej garderoby, wraz z wiosną nabrałam ochoty, by zrobiło się w niej bardziej kolorowo.
 Najpierw ustaliłam jakie będą kolory bazowe tzn. okrycia wierzchnie, koszule, spodnie z materiału.
Czarny, granat, oliwkowy i biały. Wiadomo, będą odstępstwa, mam fajny, czerwony płaszcz, i taki długi w kratę.
  Lubię też mocniejsze akcenty kolorystyczne: czerwony, żółty (spróbuję, a co), niebieski (kobalt), róż.
  Jakiś czas temu szlajając się po wyprz, natknęłam się na czerwone abibasy, "a właściwie, dlaczego nie?"
 Na półkach z butami zrobiło się weselej;).

  No dobra, a gdzie szukać inspiracji?
Znużona już jestem typowymi "pinterestowymi" stylizacjami i tzw. street stylem. Ten ostatni to juz zjada swój ogon, bo jeżeli spojrzeć na foto relacje z faszyn łików, to pojawiają się te same osoby, przyodziane w markowe ciuchy, chodzące reklamy, piewczynie trendów (gorsety na koszulach, klapki z futerkiem, drogie torebki), w podobnych fryzurach i makijażach.
  Dla kogo to?
Może nie dla przeciętnej zjadaczki tosta z dżemem, ale dla celebrytów?
Brakuje mi takiego "ruchu oddolnego", wentylu, powiewu świeżości.
  Zastanowiły mnie słowa Roberta Kupisza; na pyt. gdzie szuka inspiracji, powiedział, że w ogóle nie w internecie, nie w gazetach, ale w życiu, w podróżach. Nie ogląda innych pokazów.
Ciekawe.
  Może właśnie zaufać sobie, przypomnieć co nas zachwyciło, w filmie, w przechodniu, w książce?

   Zawsze podobały mi się kobiety w filmach Almodovora (u niego nawet żółty, tleniony blond u taksówkarza wydaje się "artystyczny"). Ostatnio Pepa (jej przyjaciółka też) z filmu  "Kobieta na skraju załamania nerwowego" (uroczy tytuł, prawda?;).


 
  To co mam dzisiaj na sobie powstało  dzięki zmrużonym oczom i obejrzeniu kolekcji Emporio Armani jesień - zima 2017/2018. Najbardziej urzekła mnie kolorystyka i cekinowe dodatki. Mistrzostwo.
Pomyślałam o "najweselszym swetrze w mojej garderobie" i cekinowych botkach.


Kolekcja z oddali i efekt a la "zmrużone oczy" wydobyty dzięki ps

  Zamierzam szukać inspiracji w obrazach; mam za sobą pięć lat historii sztuki, a w sobie wielką słabość do ekspresjonizmu niemieckiego, kapistów; chociaż to duże uproszczenie, są jeszcze poszczególni malarze, pojedyncze dzieła, itd.
 
  Nie ma się co bać tego co NAM się podoba, to nie my mamy się dostosowywać do tego co ktoś wymyślił. Szukajmy tego co nam pasuje i w czym czujemy się najlepiej. 
Zamierzam tak robić:)




   Czy ten makijaż nie wygląda znajomo? Już wiem kim inspirowała się pewna wizażystka z TVŚ...

A tak poważnie - kadr pochodzi z filmu "Jeszcze nie wieczór". Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że starsi aktorzy grają siebie. Bo rzecz właśnie o przemijaniu, bez znieczulenia. O marzeniach, świadomości odchodzeniu i trudach miłości. Skład doborowy: Jan Nowicki, Danuta Szaflarska, Irena Kwiatkowska, Roman Kłosowski, Beata Tyszkiewicz.
  Oglądałam ten film ze łzami w oczach. Gorąco polecam!

Miłego tygodnia!
 

 

wtorek, 21 lutego 2017

Groza niezatrzymanego czasu




     A teraz będzie strasznie i ponuro. Słyszycie już ten stukot butów o kocie łby, ktoś idzie za wami. Mijacie dresa w prostopadłej uliczce. Twarze zakryte, albo ponure.
Idealny miejsce na kryminał, może właśnie ono uratowałoby tak opiewany serial "Belle Epoque". Małaszyński pobrudziłby swój za duży surdut i wór żeglarski, a jego zmrużone oko nadałoby jakąś dwuznaczność postaci.
  Może dialogi z życia wzięte snujące się z okien kamienic Kłodzka dodałyby mięsa, oczywistemu serialowi i urozmaiciły by dedukcję Jana.
Naczytałam się o tym serialu i czekałam z napięciem na pierwszy odcinek. Marek Bukowski tak pięknie opowiadał o swoich odkryciach reportaży, o zawiłościach Bell Epoque, aczkolwiek zaniepokoiło mnie zdanie o cięciach kosztów. I słusznie.

  Swój niedosyt "mięsa", ciemności i grozy postanowiłam uzupełnić.

  Zostałam sama na dwa dni; dzieci wyjechały na ferie, mąż w interesach. Raz na rok taki luksus, bycia sama ze sobą. Juuuupiiii!
Po południu wsiadłam w samochód uzbrojona w Pentaxa; Trójka wspomniała o 50 rocznicy urodzin Cobaina (jak to, już ??), puściła Iggy' ego Poppa "Candy". Nie ma co - dobry początek.

  Moje kroki pozostawiały echo, czasami uliczki były puste. Dobrze, że zdawałam w Kłodzku prawo jazdy, dosyć dobrze orientowałam się gdzie wyląduję.
Nie wiem czemu, zwracałam uwagę na odrapane drzwi i okna z historią. Może dlatego, iż zostały pozostawione same sobie, niech czas zrobi z nimi co chce.
I jest w tym piękno przemijania, zaniedbania, zapomnienia.
  Kiedyś mój przyjaciel zapytał dlaczego moje zdjęcia są ciemne; ...przecież Dolny Śląsk taki jest. Mroczny, stromy, pełen pięknego, uwięzionego światła w wąskich uliczkach.
Moja mama natomiast nie mogła zrozumieć czemu robię sobie zdjęcia przy odrapanych ścianach, to takie brzydkie. Ale jak to wytłumaczyć osobie, która lubi fotografować się np. w Palmiarni przy kolorowym deserze?

  I z nami czas zrobi co chce, choć niektórzy (celebryci;) próbują temu zaprzeczyć i przez 15 lat wyglądają tak samo. Co wzbudza jakiś niepokój.Niczym Dorian Gray.
Ten temat został poruszony w wywiadzie WOE z Manuelą Gretkowską "Być piękną po swojemu".

  Tabloidy , plotkarskie portale robią sobie bekę z kobiecych twarzy. Pokazują zdjęcie aktorki sprzed 10-20 lat razem z aktualnymi zapytują: " Co jej się stało?": Pokazują normalny proces, ale przedstawiają to tak jakby starzenie się było klęską (...)

Nie wymagaj, żeby kobieta była debilką i sądziła, że zatrzyma czas. Ja w każdym razie nie chcę się oszukiwać.

 Warto przeczytać WOE, min. także dla rozmowy z filozofem Marcinem Fabjańskim.

   Epiktet - stoik, który urodził się w Rzymie a później założył własną szkołę w Grecji - proponował rodzaj treningu. Mawiał, że tam, gdzie są gwiazdy nad głową, tam gdzie śpiewają ptaki, nie musisz czuć się samotny. Znajdziesz kompana w całym wszechświecie.








Spaceruję już sobie w sukience - a co! :)))


środa, 15 lutego 2017

Okruch codzienności






  Może usłyszeć tyle ciszy, że wreszcie siebie może usłyszeć i dowiedzieć się, że jest na świecie. To może być początek czegoś. Na przykład zgody na siebie, początek włączenia hamulca w sprawie tego głupiego biegu.


J.J. Kolski "Uroda Życia"

    Przyroda leczy, ptaki, deszcz, zapach ziemi - wszystko to daje ukojenie. 
Dzisiaj wyszłam przed dom, słońce mnie oślepiło a nad głową usłyszałam "tiut, tiuuut". To pierwsze oznaki odchodzenia zimy.  Karnawał jeszcze trwa, ale też się skończy jak wszystko na świecie.



  Lubię tę cykliczność, powtarzalność; lubię mieścić się w te ramy. 
W tym roku postanowiłam w końcu iść na Bal Karnawałowy. I bardzo dobrze, że trzeba było się przebrać.
Wiedziałam, że będę Marilyn Monroe. I co z tego, że bez blond platyny? Nie wytrzymałabym w peruce - makijaż by mi spłynął;).
  Przygotowania do tej roli już były początkiem dobrej zabawy. Analiza stylu MM, obejrzenie tutoriali z fryzurami i makijażami. Wiedziałam czego chcę: ołówkowej spódnicy, białej koszuli lub gorsetu i najlepiej białych butów. Zależało mi na tym, bym później korzystała z tych rzeczy. 
Po raz kolejny stwierdzam, że ciucholandy są boskie!
  Bo oto w tym przybytku znalazłam czerwoną spódnicę w białe kropeczki, niesamowity gorset, kremowe buty, czerwony kardigan i biały żakiet z krótkimi rękawami. Wszystko będę nosić; może poza paskiem...ale kto wie?;) 
Może MM to mój archetyp? Na co dzień nie jestem taka seksowna, lubię luz i nonszalancję. Zazwyczaj wyglądam jak na powyższych zdjęciach. Wygoda.
A ta kurtka skradła mi serce - dorwałam ją na wyprzedaży w dziale męskim (dodatkowo 40% z 49 zł!) i spodnie girlfriend jeans - cokolwiek to oznacza;).
 
Mąż skończył jako rabin - nie wymagał większej charakteryzacji, tylko pejsy doczepione na klej "Magik";).


  Poza tym tonę we wspaniałych książkach.
Chłonę Elizabeth Strout, której literatura wprowadza mnie w stan łagodności, mimo iż momentami serce fiknie koziołka po przeczytanym zdaniu. Autorka - geniusz.
Obecnie jem "Okruchy codzienności."

  W gazecie "Sens" przeczytałam wywiad z  Erikiem Bertrandem Larssenem. Spojrzałam w to lekko szalone oko byłego wojskowego i wiedziałam, ze ją przeczytam. Nie jest to kolejny coach, który mówi, że "jest cudownie", "jesteś zwycięzcą"; raczej stawia wymagania - jak to wojskowy. Niewygodne.
  Określenie "mieć dystans do czegoś lub siebie" kojarzyło mi się z byciem ponad czymś, mnie to nie obchodzi, nie dotyka, spojrzę na to bez emocji.
 
Teraz rozumiem je inaczej: (...) to ci, którzy patrzą na swoje życie z właściwej perspektywy częściej niż inni. Mogą to robić co tydzień, przypominać sobie o tym kim są, gdzie się znajdują - i do czego dążą. Oraz, że mają tylko jedno życie, tylko tę możliwość, by osiągnąć swoje cele.

  Zaczęłam cytatem i nim skończyłam.
Błogosławionego tygodnia :)