"Jak trampki weszły na salony"






  Obecnie nie uprawiam żadnego sportu. Codzienność wyciska mnie jak gąbkę i zwyczajnie nie mam siły ani ochoty na dodatkową eksploatację ciała. Od czasu do czasu pójdę z psem na spacer (wiosną i latem chodzę codziennie, bo to też świetna okazja na przewietrzenie mózgu), mam zrywy by ćwiczyć "Szóstkę Weidera". Jednak jestem w ciągłym ruchu; codziennie przemierzam setki stopni schodów w domu (sypialnię aka mój pracowniczy kąt mam na górze, a łazienkę i kuchnię na dole - więc wiecie;), jeżdżę do klientów i robię za taksówkę dla moich dzieci (szkoła i takie tam). Niby siedzę w aucie, ale ile razy biegam wokół niego i otwieram drzwi?;)
  Sprzątanie i ogarnianie domu też wliczam do sportu.

  Cały ten kołowrót definiuje mój styl życia, bycia i ubioru. Liczy się więc wygoda. Szpilki (a raczej "kaczuszki") zostawiam na specjalne okazje lub wyjście do kościoła (a co przyznam się, choć wielu ludzi nabija się z tego, że ktoś stroi się do kościoła. A czemu nie, skoro jest to świąteczny dzień i okazja, aby ubrać się bardziej elegancko?).

  Kiedy w Biedronce wpadła mi w łapy książka pt. "Jak trampki weszły na salony" Grażyny Olbrych i Dagmary Radzikowskiej wiedziałam, że to jest coś dla mnie.

  Zanim przejdę do treści, chcę zwrócić uwagę na okładkę Olki Osadzińskiej. Jest świetna: lekka, kolorowa, przypomina komiks i doskonale współgra z treścią.
Atutem tej książki jest przejrzystość pod względem języka i podziału na rozdziały.
Są konkrety; nie ma żadnej zbędnej linijki, mowy trawy, pitu, pitu.

Wystarczy zerknąć na spis treści: Kto nas inspiruje; Historie z szafy; Co z makijażem?; Kwestionariusz. Jak to robią dziewczyny za granicą?
  Jest to nie tylko skarbnica wiedzy (jest rozdział dotyczący historii powstania kultowych marek), ale i inspiracji. Można dowiedzieć np. z czym łączyć leginsy, a ja z tym zawsze miałam problem, nie wiedziałam jak to ugryźć, choć podobają mi się niektóre modele, nie miałam odwagi by je kupić.
Czas to zmienić;).
  Siłą książki są niewątpliwie ludzie w niej przedstawieni.
Na początku "o wygodzie i o kodzie" wypowiada się psycholog Jacek Santorski:

"Moda w większości służy ego, a nie wygodzie. Na ego składa się przynależność i władza. Na pewnym etapie może tak być, że atrybutem władzy jest wygoda i te dwa porządki spotykają się."

 Następnie "przedzieramy się" przez rozmowy ze stylistami, projektantami, artystami itp.
Zapamiętałam słowa (i fryzurę!) Eweliny Gralak, bliskie mojemu pojmowania mody.

  " Jakich ubrań byś nie kupiła?
    Nie ma takiej rzeczy."

" Trendy są dla ciebie ważne?
Nie wiem, czy coś takiego jeszcze istnieje. Wręcz uważam, że nie. Obserwuję to od kilku lat. Przy tej liczbie pokazów, sezonów - czy jeszcze są jakieś możliwości określenia paru trendów? Czy sto trzydzieści trendów to są jeszcze trendy, czy po prostu możliwości?"

  Dowiedziałam się tez czegoś nowego o moim ulubionym projektancie Yohji Yamamoto - jak doszło do współpracy z marką Adidas.

  " To było jakieś szesnaście lat temu, ludzie z branży mody zaczęli do mnie mówić: Mistrzu!. To nie tylko było dla mnie krępujące, to był znak ostrzegawczy, że oddalam się od zwykłych ludzi, od ulicy.
Zadzwoniłem do Adidasa i powiedziałem: chcę z wami współpracować".

Wielki szacun za te słowa.

Sportowy styl to nie tylko obuwie (po tej lekturze zachorowałam na żółte Adidasy Orginals Gazelle), ale i t-shirty, bluzy, bielizna sportowa, dresy.
Dowiemy się nie tylko z czym miksować sportowe ciuchy, ale gdzie je kupić i jakie marki gwarantują dobrą jakość.

 Jest to najlepsza książka z dziedziny mody jaką ostatnio przeczytałam i jeśli lubisz styl athleisure (łączenie funkcjonalności odzieży sportowej z elegancją, - wersja na "co dzień"), to gorąco polecam!

  Dziś reprezentuję  właśnie taki styl. Moim ulubionym połączeniem są spódnice, sukienki i obuwie sportowe. Zwiewność plus "lekkość", to jest to w czym czuję się dobrze i młodo;).
Spódnicę wyłowiłam jakiś miesiąc temu w lumpie: uwielbiam taki krój, konkretny wzór, przyjemny materiał (wiskoza plus podszewka). Latem będzie świetnie wyglądać z krótszymi koszulkami i płaskimi klapkami lub tenisówkami.


  Na zdjęci widzicie moje sportowe obuwie. No nie mam się czym pochwalić (zapomniałam dodać czerwone trampki), ale to co mam bardzo lubię. Białe z H&M-u, są tak zwane ogródkowe - wymordowałam je doszczętnie podczas stażu w ogrodnictwie, były idealne do podlewania - nie przepuszczały rosy i wody;). Wysłużone niebieskie Adidasy to buty na spacery z Boniem, nieważne czy zima czy lato. Nawet gdy je nakładam, ot tak by pokręcić się koło domu, Boniu już doznaje spazmów radości, a ja mam potężne wyrzuty sumienia, że go rozczaruję.

W ogóle "muszę mieć" białe i czarne buty sportowe, dla mnie to podstawa.
Myślę, że każdy ma swoją ulubioną markę butów sportowych, na co ma wpływ budowa buta, wygląd i jakieś szczegóły.
 Mi najbardziej psaują Reeboki i Adidasy, a dzięki tej książce dowiedziałam się, iż Reeboka w roku 2006 przejął Adidas. Ha! Wiedziałam, że mają ze sobą coś wspólnego;).

  Wiosna coraz bliżej, a styl athleisure to dobra propozycja na tę porę roku:)).
Co o tym myślicie?
Pozdrawiam mroźno i słonecznie:*