Szanowni Państwo,

"Szanowni Sąsiedzi,
myślę, że przyszedł już czas, abym jako nowa sąsiadka się Państwu przedstawiła. Mieszkam tu wśród Państwa właściwie od dziewięciu miesięcy, w willi na rogu ulicy Glinkowej i Kapitana Nalepki. Ukończyłam politechnikę i posiadam tytuł inżyniera.
Mam wesoły charakter, a z powodu tego, że aktualnie nie jestem bardzo zajęta, pozwalam sobie zaproponować Państwu (zwłaszcza mężczyznom) swoje dyskretne usługi. Wiek ani pozycja społeczna nie są istotne. Jestem zdrowa i chodzę na regularne kontrole lekarskie.
Ucieszę się z Państwa propozycji.
Marcela".
Treść owego listu rozesłanego sąsiadom przez wykształconą Marcelę przytoczył w swej książce Mariusz Szczygieł "Zróbmy sobie raj".
Zaczęłam sobie wyobrażać, że podobny list rozesłała po mojej okolicy jakaś nowo przybyła, samotna, elokwentna sąsiadka.
Od razu by ją taczkami na gnój wywieźli, niczym Jagnę. Byłaby sensacja i ostracyzm. A co poniektórzy panowie zaczęli by żałować, że są żonaci.

Bawiłam się doskonale przy lekturze Mariusza Szczygła, przemienianie przez Czechów rzeczywistości za pomocą śmiechu i ironii znam z autopsji, aczkolwiek uczciwie dodam, że nie wszyscy oni tacy zdystansowani i wyluzowani. Nie taki raj...No, ale w większości.
Zachwyciłam się sztuką Davida Černego.
Od razu powiązałam go z Miss Gizzi, tak mi mentalnie do siebie pasują. Michał Witkowski, wspaniały pisarz (aktualnie u mnie na tapecie "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej"), jedyna blogerka modowa, która się nie odchudza, czyli o większym rozmiarze niż 34, i która to to pisze na swym blogu to co myśli (być może to kwestia inteligencji i pieniędzy). U niego (u niej?) stylizacja wyjściowa = performance, co wiele portali zalicza do "wpadek modowych".
To jedyna blogerka modowa, która robi sobie jaja, może troszkę poważnie, ha, "rozwala system od środka".
Wszystkie posty Miss Gizzi (aż mam ochotę napisać Grizzly - aj, bo drapieżny taki czasmi, ałć) przeczytałam od dechy do dechy. Nabrałam ochoty na szaleństwo ubraniowe i wykupiłam bym z sh wszystkie indyjsko - tureckie wzorzyste z koralikami, lecz rozsądnam.
Zapragnęłam też poszerzyć sobie biodra, żeby zbliżyć się siedzeniem do Kim i zakupiłam sobie różową, dresową na all. Inspiracją była babcia kolegi mojego dziecka, co go do szkoły odprowadzała. Babcia, a w różowej sukience - ja też tak chcę!;)
W celu zetknięcia się ze sztuką, udałam się do wrocławskiego BWA i stanęłam na ściance.
A później na środku uliczki z Agą z Klamotów (pamiętacie? - pozdrawiamy!;)







 Poza tym dziś usłyszałam reklamę:
"Tu można dobrze zjeść i nie podsłuchujemy."
Przeczytałam reklamę:
"Koła pompujemy wiejskim, świeżym powietrzem."

Polacy nie gęsi - poczucie humoru też mają;)

Z szuflady:



Jako artystka, do perfekcji

opanowałam gest rozcierania

na płaskiej tafli smutku

charakterystycznych rysów mężczyzn



Oto przyszpiliłam doskonałość

twych policzków, szumiący kolor oczu

wyrywam skrzydełka pamięci



Jestem w tym dobra, gdy

Cię zobaczę – nie poznam.



 A piosenka o tym, że jak będziesz przeżywać, że ci dziewczyna flirtuje z murzynem, to możesz dryfować do końca życia po bezkresach i jeść kokosy.
Chyba się nie opłaca;)..