Ay, manana me kropkos perfidios.







Zamieniłam się z teściową na dekodery i dzięki temu zyskałam możliwość oglądania TVN Style, a tym samym uzależniam się powoli od programów, w których dokonują się metamorfozy: Pszczółki Mai sposób na modę, Jacyków cię urządzi (to akurat w Polsat pfafe), Stylowe ewolucje van Gogha i Nowy wygląd – nowe życie (mój ulubiony;).
Każde uzależnienie jest fatalne w skutkach. W moim wypadku miałoby jeszcze gorsze, gdybym celowała w narożnik z Ikei w godzinach wieczornych – niechybnie skończyłoby się na czeskim rumie z Kofolą. Na ogół dane są mi weekendowe powtórki w godzinach dopołudniowych, a wypada mi domowe obowiązki wykonywać na trzeźwo;).

A czemuż to chciałabym się znieczulić podczas (po) emisji tychże programów? Emocje, kochani, emocje mną targają, które szczytują najbardziej podczas efektu końcowego metamorfoz pomysłu Mai.
Maję Sablewską bardzo lubię, podoba mi się jej styl. Sama pewnie nie mam prawa krytykować, ale swoje przemyślenia mam. Mam czasami ochotę zawyć: „łaj!?”.
Dlaczego?
 - konieczne jest opowiedzenie łzawej historii podrasowanej pytaniem: „Co cię najgorszego spotkało w życiu?” (co to za pytanie w ogóle?). Czasami mam wrażenie, że w zamian za ciuchy, ostrzykanie się konieczne jest opowiedzenie traumatycznej historii okraszonej łzami. Rozumiem, że emocje uzależniają telewidzów, tefałenowską konwencję, ale czy granice nie mają końca?
- w ostatnim odcinku (7 bodajże) zaproponowano korektę ust, bo dziewczyna miała większą górną wargę od dolnej. No ok., chociaż mi się podobają takie anomalie;). Jak zahipnotyzowani z mężem patrzyliśmy na chirurga, który z miną patologa zajął się dolną wargą, a potem górną…Efekt był taki, że wargi miały tę samą dysproporcję, ale za to powiększyły swoją objętość;).
 - nie jest tajemnicą, że moją ulubioną częścią są popisy fryzjerów. Zaczęło już mnie jednak nieco nudzić, że niemal każda kobieta zostaje blondynką (czyżby każda chciała być Mają?). Zdębiałam na widok dziewczyny, która miała piękne, brązowe włosy, a wymodzono jej fryzurę lekko przestarzałą, która dodała jej lat. Na dowód zamieszczam swoje zdjęcie w podobnej fryzi z roku chyba 2003 r.

 Błagam, tylko nie piszcie, że wtedy było lepiej; byłam młodsza o jakieś 11 lat, a fryzura wyglądała fajnie tylko przy wyprostowanych włosach. Do teraz mam traumę i sama obcinam tak, by ktoś miał najlepszą fryzurę do swoich naturalnych włosów.

- no właśnie, dlaczego kobieta nie może wyrazić swojej opinii, czy jej się to podoba, tylko na rozkaz ma się w to ubrać i już. No i żeby biuściastą, lekko puszystą dziewczynę ubrać w białą, koronkową, obcisłą sukienkę? Nie jestem stylistką, ale wydaje mi się, że to pogrubia;)

Nic tylko się napić, rozpędzić i walnąć głową w regips…albo dla równowagi psychicznej odpocząć przy popisach (z kubkiem melisy) Cristiny Corduli (uwielbiam, lofciam i szaleję;), gdyż:

- jej sugestie poparte są merytorycznymi uwagami; potrafi określić typ sylwetki, podpowiedzieć jakie ciuchy na jaką okazję, uzasadnić dobór kolorów. Bierze pod uwagę zdanie kobiety (lub mężczyzny).
- nie wyciska łez, ale wysłucha;)
- jest pełna zaraźliwego poczucia humoru.
- słucha uwag fryzjera, wizażysty, a nie odwrotnie.
- fryzury są zawsze naturalne ( właśnie z tym mi się kojarzy francuski styl!).

Ale mogę być nieobiektywna, gdyż z chęcią przeistoczyłabym się w Cristinę;).
Z tego francuskiego programu wyciągam najwięcej wiedzy – także tej fryzjerskiej. Wszystko jest takie spokojne i z klasą. Eh… Aż trudno uwierzyć, że Cristina jest po 50– tce!

Natomiast jeśli chodzi o moje obfocone szmatki, to granatowe chinosy nabyłam w sh, a koszulę w groszki w H&M on-line (jestem mile zaskoczona - przyszedł mi sms, o której godzinie i w jaki dzień mogę się spodziewać kuriera; w dodatku dostępne wszelkie rozmiary i nie trzeba stać w kolejce;).
Koszula nareszcie nie z poliestru, miła w dotyku i o prostym kroju - wszytko jak lubię;)

A lubię także desery, szczególnie te owocowe, zdrowe i nietuczące;).
Od zajączka dostałam książkę "Cukiernia Lidla" przepisy Pawła Małeckiego i wypróbowałam prosty przepis na sałatkę owocową. Obiera się grejpfruta i 2 pomarańcze, filetuje, a z połowy owoców wyciska się sok, który trzeba zagotować z 2 łyżkami cukru trzcinowego i żurawiną (ja dodałam rodzynki, bo akurat były w domu), ostudzić i zalać nasz pucharek. Pyszne kwaśno-gorzko-małosłodkie, z kawą idealne!


Było coś dla ciała, to teraz dla ducha.
Wiecie już, że słucham Trójki, szczególnie lubię głos Marcina Kydryńskiego i jego Sjestę . No i zakochałam się...w Ibrahimie Ferrer. Bosko się tego słucha, ćwiczy do tej muzyki i ogólnie pląsa w konwulsjach, ay, ay, ay maniana, ay, ay;D


Baj Bajlando:)