Apetyt na różne rzeczy:)






Dzień Dobry!

Kiedy nie wiadomo jak zacząć, najlepiej pisać o pogodzie. Tym bardziej, że ciepło i przyjemnie. Piękne, późne lato.
Jednak mam wielką ochotę zacząć od...ciuchów;).
Ostatnio będąc we Wrocławiu odwiedziłam Pannę Lilę. Uraczyła mnie pysznymi, jeżynowymi (zmiksowane owoce i miód) lodami własnej roboty i wyruszyłyśmy na podbój lumpexów. Wszystko po 3zł, albo po 5zł - raj! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam buszować po lumpach z koleżanką. Jedna, drugiej coś wynajdzie, doradzi - we dwójkę widzi się więcej. Do tego spacer (odległość między jednym sh a drugim;), wspólne emocje.
Jestem bogatsza o dwie pary rurek (spodni - jedne, w kolorze brudnego różu wyszperała mi Lila), krótki żakiet H&M z domieszką wełny, o (tę właśnie) czarną sukienkę i czarną, plecioną torbę.
Sukienka (Kappahl) z bardzo przyjemnego materiału, o kroju jaki lubię. Dziś w towarzystwie białej, luźnej koszuli (też sh).
Torba czekała na mnie przed Halą Targową, gdzie "mini- stoiska" ze starociami mają żule (kurcze, nie lubię tego określenia, bo ma wydźwięk pejoratywny, ale czym go zastąpić? "Panowie, którym nie powiodło się w życiu i się pogubili"?). Spodobał mi się kolor, prosty kształt i splot. Zero zniszczeń - jak nowa. Z drżeniem serca zapytałam o cenę (słabo się targuję) i kiedy usłyszałam, że się dogadamy zrobiłam niewyraźną minę. Pan zażądał 7 zł, a ja nie musiałam się targować, a nawet w pewien sposób mnie to rozczuliło (jeśli wiecie co mam na myśli...)

Jeśli chodzi o starocie (które łączę z meblami nowymi - zazwyczaj z Ikei), to nabyłam ostatnio sofę rozkładaną - amerykankę (zawrotna cena 100zł) i drewnianą, niebieską tacę.
Sofa stoi w "biurze" - tak nazywam jedyny, jeszcze nie w pełni zagospodarowany pokój w moim domu. Bo kiedyś "robił za" biuro. Teraz pełni rolę pokoju dla gości, relaksacyjnego dla dzieci (mają tam komputer) i męża (i psa, który z lubością tam pochrapuje - na sofie lub parapecie).
"Leżankę" przyozdobiłam kapą i poduchami z Ikei.
A tacę własnej roboty kisielem jagodowym (Lila namówiła mnie żebym spróbowała sama zrobić - mniamciu!) i jak to się mówi; ponadczasowymi herbatnikami petitkami, które już zawsze będą kojarzyć się mi z liceum i pogaduchami z kumpelkami.



Teraz coś o strawie dla duszy, gdyż nie samą książką żyje człowiek;).
Lato to dla mnie czas nadrabiania zaległości filmowych. W telewizji powtórki i nuda. Na szczęście można w necie obejrzeć filmy on line. Albo z polecenia koleżeńskiego, lub z polecenia blogowego.

Uwielbiam blogi, szczególnie, gdy są dobrze "pisane". Pod względem merytorycznym, czuć pasję i niezależność. Co mnie pociąga w tej formie - to subiektywizm, podany w sposób nie uwłaczający nikomu, poparty argumentami.
Takim blogiem jest "Apetyt na film" pisany przez klapserkę. Po jego odkryciu, spędziłam przy nim cały wieczór.
Obejrzałam "Klub Jimm'ego" (recenzja tu), film o zwyczajnym życiu i walce o niezależność. Z wielu powodów mi bliski.
Oraz "Za jakie grzechy, dobry Boże?' (recenzja tu) - można się pośmiać ze stereotypów.



Po przeczytaniu wywiadu z Bodo Koksem (czy on ma wytatuowanego Prosiaczka?- lofciam!) znalazłam czas na "Dziewczynę z szafy". Że cudowny, to głupio pisać; magiczny to jak o bajce - a to bajka nie jest. Śmieszny, gorzki, prawdziwy - tak sobie z nim chodzę od paru dni.

I jeszcze "Dzień kobiet"...odechciało mi się robić zakupy, w niektórych dyskontach.

Apetyt na filmy nie ustaje. Nastawiam się psychicznie na "Układ zamknięty" - muszę obejrzeć doskonałego w tej roli Gajosa.
A jak z Waszym apetytem?;))
Buziak:*

Słyszeliście nowy utwór Mariki i Goorala (w Trójce puszczają)? Oszalałam! Na YT tylko zajawka;(
klikając w różowy kwadrat można posłuchać w całości:)


A JEŚLI TO JA