Aska wywiadu





  Obiecałam Wam użyć mojego atłasowego szlafroczku jako kimona wyjściowego? I słowa dotrzymuję;).
Ota i ja spowita w senne pielesze w proporcji 1:3. Wykonałam test przed wyjściem: jeśli dzieci poznają, że mama wychodzi w szlafroczku (który przecież znają), hmmm, to będę się martwić.
A dzieci są bardziej spostrzegawcze niż mąż, który spojrzy na dwuletnią sukienkę i zapyta: "- O! Nowa?".
W sumie nie dziwię się, że kobiety ubierają się dla innych kobiet i dla siebie.

  Wracając do meritum - nikt nie zauważył, że szlafroczek to szlafroczek. Dowodzi to tego, iż większość rzeczy jest w naszej głowie; to my mamy świadomość, że jesteśmy np.w części od piżamy, albo w samej  halce. To my lepiej się czujemy jeśli mamy na sobie coś markowego, bo jest to uznane przez innych.
Takie wyjście uczy dystansu do siebie oraz potwierdza tezę, że ludzie i tak najbardziej skupieni są na sobie, a jeśli ktoś będzie chciał cię obgadać, to zrobi to choćbyś miała na sobie Diora;).



  Miesiąc temu rzuciłam w diabły kryminały. Dość już miałam pokiereszowanych losów potencjalnych morderców,  odciętych łbów znajdowanych w kapuście.
Nie ma to jak beztroskie oko młodzieży. Luz mama.

  Książkę "As wywiadu i reszta świata" pożyczył mi mój starszy syn, który wręczył mi ją wraz ze świadectwem szkolnym: "- Książka dla mamy. " I czy mi się wydawało, czy dostrzegłam uśmieszek?;)

  Tak na marginesie  - "As..." to nagroda za całoroczny trud nauki i 100% frekwencji (a to z kolei zasługa witaminy C propagowanej przez pana Ziębę - tak, tak, można cały rok bez antybiotyków i chemii - moje dzieci prawie w ogóle nie chorowały).

Główny bohater Billy Grimshaw chce być jak James Bond, dlatego ludzi dzieli na wrogów, przyjaciół, zakamuflowanych wrogów, zakamuflowanych przyjaciół. Jego świat pełen jest teorii spiskowych (w sumie tak jak u nas;), dobro miesza się ze złem.
Billy ma babcię, która mimo różnicy wieku podobnie zza firanki postrzega świat.
Babcia z kolei ma kota Dolly. To samiec, ale wcześniej o tym nie wiedziano. A imię na cześć słynnej piosenkarki country Dolly Parton pozostało.
Jak poznać kiedy postępuje się dobrze? Żeby się dowiedzieć trzeba koniecznie przeczytać! Poprawa humoru gwarantowana.

 Mi na co dzień humoru nie brakuje, wszak moje dzieci po tatusiu tryskają żartami. Jedną z najczęściej powtarzanych u nas fraz jest : "Czy ty w końcu odpowiesz mi normalnie??".
A to wszystko sprawka tatusia, który na dziecięce pytania : " - Gdzie tata idzie?", odpowiada: "Na dzikie baby" albo "Do agencji towarzyskiej."
  Dziś jemy pizzę, Bonisław żebrze u stołu, po czym wzgardza rzuconym na dywan (keczupem do dołu) kawałkiem. Na co ja wkurzona: " - Żryj to!".  A młodszy syn: " - Czemu mama odzywa się do Bonia jak do psa?".
I pozamiatane;).

Czasami sobie przysiądę i dla kontrolingu popatrzę co też młodzież ogląda w TV. I co widzę? W serialu - pupy a la Kim. Na szczęście był to efekt uboczny zjedzenia dziwnych pączków, matka i córka wcale nie chciały mieć taaakiego siedzenia. Uf...


A Aska wywiadu - bo skoro jest psycholożka i ekolożka, to może być Aska, no nie?


Komentarze

  1. Iście montypytonowskie klimaty wkradają się w Wasze domowe dialogi.
    Dla mnie bomba. A kogo nie śmieszą - ten trąba ;)
    Co do eksperymentu "szlafroczek w mojej głowie" - zgadzam się w pełni.
    Wszelkie ograniczenia zaczynają się w naszych głowach.
    Polecam fotoreportaże z WO. Na przykład zbiór o mamach - "Obrazy matek, o których długo nie zapomnisz". Łatwo wyguglować.
    Nie wiem dlaczego Twoje słowa przywiodły mi na myśl tamte obrazy. No nie wiem...
    Może dlatego, że również pomagają dystansować się do siebie, do świata?
    Niezmiennie - dziękuję za moc inspiracji. Pozdrówki Asko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może to mój szlafroczek przywiódł Ci na myśl "Matkę Polkę"? Mi najbardziej spodobała się ta czyszcząca toaletę i kusząca.
      Pozdrawiam serdecznie:*

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Poczytaj o ukrytych terapiach Jerzego Zięby - tam jest o wit. C.

      Usuń
  3. Haha... "Na dzikie baby" jest świetne!(czemu dzikie?!) uśmiałam się! Mój tato za to zawsze mówił że wychodzi "na panienki" (a w mieście mamy pomnik "Panienek"- dwóch tańczących panien, więc żart można odczytywać spacerowo bądź podejrzanie ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzikie bo nieokiełznane;) - tak mawiał też mój ś.p. teść, więc to sprawka tradycji.

      Usuń
  4. Uff, no to cieszę się, że nie tylko u mnie dom kipi od "nienormalnych rozmów". Teraz tym bardziej, bo przyjechały moje dwie siostrzenice, więc moja nowa wakacyjna ksywa to Ciociocha Pierdziocha. W ruch poszły wszelkie moje apaszki i szale oraz biżuteria, która jest już w stanie zaawansowanego rozkładu, więc śmiało mogę o niej powiedzieć śp. biżuteria i urządzić pochówek. Te dwa małe diabły upodobały sobie moją oazę spokoju, jako pokój do rozbiórek, więc mam już za sobą ryk pod samo niebo po nadepnięciu na klocka lego, odkrycie, że ukochaną sukienkę zdobią przemamlane żelki i że "Ciociu, Marysia się zrzygała na dywan u ciebie, bo znalazła i zjadła czekoladę, tą co schowałaś w szufladzie ze skarpetami". No ale weź tu się zezłość, gdy te szatany przyjdą i tulą się wieczorem zawzięcie, deklarując, że kochają Ciociochę, "najbardziej na całym ciociowym świecie".

    Twój szlafrok zainspirował mnie do zakupu srebno-szarego kimonka i latam w nim ostatnio często gęsto, tylko jak na złość, choć to nie szlafrok, to wszyscy komentują: "o fajny szlafrok masz" :D A swoją drogą posiadanie męża, któremu refleks w sprawie ciuchów uruchamia się dopiero po dwóch latach, to można śmiało szaleć i na jego pytanie: "O, nowe?", odpowiadać "Gdzie tam! Stare, dawno temu kupiłam tylko nie ubierałam" i szybko zmienić temat - po co ma widzieć, że owo "stare" to świeżutki zakup prosto z wyprzedaży w najbardziej znanej sieciówce świata o nazwie "Zdechnęjakniekupię". Uściski ogromne Magdo:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, i zawsze mogę mężowi powiedzieć, że to z lumpexu;)
      He, he, dobry schowek na słodycze - ja też czasami muszę chować, a najlepiej by było całą lodówkę, bo apetyt mają ogromny. A czekolada na ciuchach to normalka, dlatego pięć razy się zastanowię nim kupię coś jasnego;)
      Całusy dla Ciociochy:*

      Usuń
  5. Dzisiaj trochę Ciebie pocytuję, bo trafiasz - zresztą jak zawsze - w sedno!
    "kobiety ubierają się dla innych kobiet i dla siebie"- oj prawda a jakże!
    "Takie wyjście uczy dystansu do siebie oraz potwierdza tezę, że ludzie i tak najbardziej skupieni są na sobie, a jeśli ktoś będzie chciał cię obgadać, to zrobi to choćbyś miała na sobie Diora;)" - dziękuję Ci za te słowa.
    Będąc niedawno w Londynie wyszłam na ulicę w ogromnym wianku ze sztucznych kwiatów i czułam się cudownie. W moim miasteczku wszyscy by się oglądali, a i bycie nauczycielem - wychowawcą jakoś zobowiązuje - rodzice są szalenie różni.Smutne to bardzo.
    Wasze domowe żarty rozbawiły mnie szalenie - cudni jesteście!!
    Pozdrawiam Waszą wesołą ekipkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, jeśli chodzi o dopasowanie się do pewnych grup i presję otoczenia.
      Jeśli chodzi o szkołę to zupełnie inaczej wygląda gdy dyrektorem jest facet, takie poczyniłam obserwacje, bo mam wiele koleżanek pracujących w szkole. Tam gdzie rządzi facet nawet 50-latki chodzą w krótkich szortach i szpilkach - oczywiście wszystko gustowne, a nie wulgarne. Natomiast kobiety - szefowe lubią się przyczepić. Niestety.
      Pozdrawiam serdecznie:*

      Usuń
  6. Fajnie u Was:) A Chłopaki myślę, że świetne zdrowie w równym stopniu co witanie C zawdzięczają świeżemu powietrzu, wybieganiu i witaminie D ze słońca:)
    Fajny ten szlafroczek, też bym nosiła taki do strojów dziennych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba gdzieś w jakieś baśni jeden z bohaterów był chory, bo cały czas ciotka kazała leżeć mu w łóżku (tak mizernie wyglądał). Kiedy inne dzieci ukradkiem wyciągały go na dwór, od razu nabrał rumieńców i energii. Wzięłam to sobie do serca ;))

      Usuń

Publikowanie komentarza

Chcesz coś napisać? Śmiało! Najwyżej odgryzę rękę jeśli nie będzie mi się podobać ;D