Turo, ruń, roń, toń, rot








     Ostatnim podmuchem letniego żaru, znalazłam się w Toruniu u o. Rydzyka;).
Postanowiłam sobie, że to będzie wesoły weekend i nic co mamine nie będzie mi zaprzątać głowy (gary, lekcje, podwózki i "mamo, a on mnie uderzył"). Niech się pozabijają;). Tym bardziej, że dzieci zostały w domu.

Szaleństwo i "tumiwisizm" wymagało odpowiedniej oprawy. Stąd w górnych partiach mojej garderoby królowały wzory i kolory. Sukienka z sh w soczystych kolorach czerwieni, fuksji i fioletu w lekko babciowaty deseń, a na drugi dzień nico wyrazista koszula w zasłonowy rzucik.

  Niczym barwny ptak szlifowałam toruńskie bruki.
Toruń jest  w moim osobistym rankingu najpiękniejszym miastem w Polsce (aczkolwiek wszystkich miast nie widziałam, więc mogę kiedyś zmienić zdanie). Cudownie położone nad Wisłą, o uroczych uliczkach przecinających Nowy Rynek i Stary Rynek, niezwykle inspirujących ludziach. Młodzież! Jakbym cofnęła się w czasie: punki (ale nie tacy wystylizowani), autentyczni z napisem "Kundel" na katanie i niedbale wykonanym irokezem. Radosną twórczość widać było zwłaszcza na włosach - fryzury a la spod własnych rąk, ciekawie ufarbowane - toż to totalny powiew świeżości i dla mnie haust inspiracji.
No i ta nonszalancja, brak lansu i epatowania kasą.
Ta młoda w szarych, zwiewnych szatach tak na oko miała z 12 lat - a co za wyczucie stylu!



     Zostałam niemal uniesiona duchowo pod niebiosa, czyli pod sklepienia kościoła św. Jakuba. Jest to prawdziwa gratka dla tych co kochają sztukę, architekturę. "Gotyk na dotyk" - jak głosi strzałka przy wjeździe do centrum miasta. To by się zgadzało. Wszystko w tym kościele jest nasiąknięte historią. Nie tylko mury, odratowane po pożarach, ale i niesamowite  XIV - wieczne malowidła tworzą swoisty klimat świątyni. Mrok i światło.
Trwa zbiórka na remont kościoła, dlatego jeśli chcesz zrobić zdjęcia płać 5 zł - ale warto!:)


  Po zwiedzaniu burczy w brzuchu. A na to najlepszy jest "Manekin". Czytałam w internecie wiele pozytywnych opinii na temat tej restauracji (?) lecz i tak zostałam pozytywnie zaskoczona.
Jedzenie wyśmienite! Skosztowałam sałatki z kozim serem i z buraczkami, a nazajutrz naleśnika z rafaello (specjalizują się w naleśnikach, na słodko i na słono). Niebo w gębie i porcja jak dla kobyły, do tego ceny konkurencyjne (ok. 16 zł !).
Natomiast na barce przycumowanej do brzegu Wisły, w miejscu gdzie kręcono "Rejs", można spożyć pysznego hamburgera, z frytasami, orzeźwiającą sałatką z ogórkiem - McDonald niech się chowa;).
I nikt Was nie pozbawi posiłku;).


  Jeśli chodzi o nocleg, to warto zacumować w pensjonacie " Winnica ". Położony nad brzegiem Wisły, z uroczymi tarasami, pięknymi roślinami (zrywaliśmy winogrona z krzewów). Klimat przywodzący na myśl Grecję lub Francję. Drzewa szumią, ptaki skrzeczą - widziałam nawet żurawia nad brzegiem rzeki. Bardzo miła obsługa, a co za tym idzie cała atmosfera, bo przy takich gospodarzach wszyscy goście trzymają klasę (przy śniadaniu). Piszę o tym miejscu, bo nie zawsze człowiek wie gdzie się zatrzymać. Mój mąż odkrył przypadkiem to miejsce podczas podróży służbowej. I wrócił ze mną, by mi pokazać jak tu pięknie:). Dodam jeszcze, że do Rynku jest 500 m. W sam raz na romantyczny spacer;).


A pierniki - pycha!:))

Czas wrócić do codzienności, ale po takim weekendzie, pełnym inspiracji, aż się chce!

Ps. Przywiozłam sobie pamiątki w postaci książek, z emocji zaczęłam czytać dwie na raz. Obłęd w literki ;)
Buziaki:*