Melancholia w kratkę






  Moim jednym z ulubionych sposobów ucieczki od codziennej rutyny jest jazda autem, w samotności.
Nikt nie dzwoni, a jeżeli nawet, to nie odbieram, bo kieruję. Tym samym nie mam pokusy ciągłego zaglądania na instagram, pinterest.
Wbijam piąteczkę i mknę jesienną aleją, liście tańcują przed szybą do Black Sabbath "Iron man" - człowiek by nie wymyślił tak ciekawego zestawienia. W takich momentach czuję piękno istnienia.

  Odkąd przeczytałam na blogu Agnieszki Maciąg, że już nie marzy zimą o ciepłych krajach, bo wystarczy mieć na każdą pogodę odpowiednie odzienie - przestałam narzekać na zimno, wiatr czy deszcz.
Albo na jesień.
Mój lekarz narzeka na jesień; zimno, mokro, szaro, a on lubi ciepło.
W bibliotece narzekają na jesień, ale zbierają stare okulary wszelkiego typu (korekcyjne i przeciwsłoneczne) dla Afrykan. Na moje pytanie: "Po co?" odpowiadają: "Żeby słońce ich nie raziło".

 Boję się już rozmawiać na temat pogody, aby czasami nie ruszyła lawina narzekania. Nawet na moje nieśmiałe próby znalezienia jakiś pozytywów jesieni (kolorowe liście, dłuższe, romantyczne wieczory, gorąca herbata i książka), są torpedowane ("A z czego się tu cieszyć?").

Jesień darzę szczególnym sentymentem. Mój tato mawiał, że jesień, to jego ulubiona pora roku. Bardzo to do niego pasowało, taki introwertyk z niego był.
W jesieni lubię zapach zgniłych liści, jabłka, zupy rozgrzewające, ciepłe kąpiele. Duży kubek kawy.
Stos gazet.

  Ostatnio zastanawiałam się dlaczego kupuję tę gazetę, a nie inną.
Wygląda na to, że słowo klucz to: felieton.

W listopadowym numerze WOE nie znalazłam felietonu prof. Mikołejki. Nowego nie kupiłam.
"Uroda życia" przyciąga nie tylko ciekawymi wywiadami, ale także felietonami "okiem minimalisty" Arkadiusza Recława.


W zeszłym tygodniu będąc na głodzie felietonowym kupiłam "Grazię", ponieważ do tej gazety pisuje Michał Zaczyński, a stanowczo za mało go na jego blogu.
Nareszcie ktoś stanął w obronie szarego. Przez to trąbienie, że moda to odwaga, kreatywność, oryginalność; w swoich preferencjach zaczęłam się czuć dość nijako. A tu taki artykuł  - odetchnęłam;).


Do moich ulubionych felietonistów zaliczam także: Iwonę z Lenowa, Katarzynę Miller, Artura Andrusa.

  Czekam na notkę dotyczącą Halloween, gdyż mam do sprzedania anegdotkę z życia wziętą.
Z życia mojego 21- letniego chrześniaka/studenta, który zapytany przeze mnie czy kiedyś chodził z kolegami po domach w przebraniu prosząc o cukierki, odpowiedział:

"Tak, rok temu. Nie dostaliśmy żadnego cukierka, ale jeden pan z żalu, że nie ma czym nas poczęstować dał nam pół litra."

Miłego, melancholicznego tygodnia! ;)

Komentarze

  1. te zdjęcia wywołują u mnie rodzaj 'kontemplacji'... to odzienie jest cudne! moim zdaniem nadaje się do dobrej gazety, takiej z klimatem i 'piętnastym dnem' :)) serio gadam!
    lubię jesień.. jest to dla mnie okres 'zaczynania od nowa'.. :)
    całusy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo dziękuję - obstawiam jakąś oldskulową gazetę;)

      To widać na Twoim blogu, że lubisz jesień - warstwy, kaptury, buty i buty i buty;)))

      Usuń
  2. Dziękuję za miłą wzmiankę.
    To prawda, na blogu piszę relatywnie rzadko,
    za to na bieżąco aktualizuję tam publikacje prasowe i zamieszczam ich skany.
    Do czytania zatem całkiem sporo.
    Pozdrowienia!
    MZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Michale, dziękuję za komentarz i również pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. A ja tam lubię jesień. Może dlatego, że jestem jesienna bo październikowa - Chińczycy twierdzą, że miesiąc urodzenia warunkuje nasze upodobana - a ja jestem październikowa. Uwielbiam tę ferię barw, która tylko jesienią jest tak intensywna, uwielbiam szelest liści pod butami, namiętnie zbieram kasztany i wypełniam nimi wszystkie możliwe kieszenie, a nawet robię z nich nalewkę. Lubię też stukot kropel deszczu o szybę. Jedyne czego mi szkoda to długich i jasnych dni oraz energii, które ze sobą niosą. Fajnie Ci w tej kracie. Bardzo klimatycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię deszcz, a nawet trochę zmoknąć - jakoś z wiekiem wiele rzeczy mi się zmienia;)
      Np. zaczęłam lubić tę ciemność jesienno-zimową, jak we wnętrzu brzucha.
      Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Mam ten sam problem z narzekaniem, nie tylko na pogodę... Mam swój ulubiony kosmetyczny na osiedlu z fajnymi babkami, fajnymi do czasu bo gdy lepiej się poznałyśmy jedynym tematem rozmów jest narzekanie właśnie... Czyżby to nasze skrzywienie? Więcej uśmiechu, niej pesymizmu, tego sobie, tobie i wszystkim tej jesieni życzę. Pozdrawiam nurka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo narzekać trzeba umieć;)
      Też miłej jesieni :*

      Usuń
  5. Ze wstydem przyznaję, że ja też śpiewałam do niedawna w tym chórze narzekaczy na pogodę - aż zła jestem, że taj psychologii tłumu uległam, wyłączyłam poniekąd swoją Nataliowość, bo przecież kiedyś absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, żeby tak narzekać. Niemniej staram się teraz pilnować i cholernie na dobre mi to wychodzi. Paradoksalnie - to, co jest teraz za oknem wpływa na mnie niesamowicie twórczo:) Ja kupuję WO dla rozmów z Marcinem Fabjańskim, nikt tak jak on nie potrafi mi sprzedać filozofii i mało czyje słowa o życiu są tak trafne, jak jego (chyba sobie kupię w końcu "Stoicyzm uliczny" jego autorstwa). Czytanie WO zaczynam od Iwony z Lenowa i uwielbiam ją. Kilka razy już tutaj wspomniałaś o "Urodzie życia" i chyba się skuszę i zakupię w celu rozpoznania:). A co do Halloween: dzwonię do siostry na skypie (siostra w Anglii mieszka), odbiera jej 6 letnia córka, a ja pytam: "Hej Pierdziochu, co robicie?", a oto odpowiedź: "Tatę zawijamy w papier toaletowy, bo idziemy na imprezę halloweenową i mama wymyśliła, że on będzie mumią." Pozdrawiamy z Grubym - właśnie nadszedł ze swoją ulubiona zabawką w pysku: ołówkiem, na którym jest obrazek hello kitty, wtf:D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn zebrał całą reklamówkę słodyczy, dlatego teraz wszyscy w domu ćwiczymy szóstkę Weidera ;).
      I znów coś fajnego polecasz, tzn. książkę.
      Kiziaki dla Grubego:* No niestety Migotkę potrąciło auto, ale prześlę dla niego zdjęcia dwóch nowych kotek, które miały być facetami Marianem i Heniem. Jest więc Marian bez "en" i Henryka Krzywowąs;)
      Całus:*

      Usuń
    2. Hahahahahaah Henryka Krzywowąs miażdży system :D Nie wiem, czy widziałaś kiedyś do czego Jimmy Kimmel namówił rodziców dzieci, które w halloweenowy wieczór nazbierały sobie wór słodyczy (jeśli nie to zobacz na youtube: Jimmy Kimmel - I told my kids i ate all their halloween candy) - kusiło nas z siostrą, żeby taki numer wyciąć moim siostrzenicom, ale uznałyśmy, że chyba nie stać nas na takie okrucieństwo:D
      Bardzo przykro mi z powodu Migotki - być może z moją Dorotą w Krainie Wiecznych Łowów hasają - mam nadzieję, że tak. Jeśli chcesz jeszcze jakąś dobrą książkę to polecam Ci "Tajemną historię" Donny Tartt, tej od "Szczygła". Jest świetna, moim zdaniem o wiele lepsza niż "Szczygieł". Rzecz dzieje się w amerykańskim środowisku akademickim. Napisana świetnym językiem (w czym udział ma też kapitalne tłumaczenie Jerzego Kozłowskiego). Jest i morderstwo, które akurat pełni tu rolę drugoplanową, są intelektualne uczty i mnóstwo tego, za co kocha się dobre książki, więc też jak najbardziej polecam.
      Czekamy na zdjęcia kitek - Gruby pewnie się zakocha na zabój:)

      Usuń
  6. Mam tak samo z samotną jazdą i z jesienią. Wyzwaniem ale i fajnym przeżyciem była dla mnie samotna podróż samochodem do Budapesztu, a w tym roku jazda pod Terespol. Co do jesieni to już się przekonałam, że niektórych przekonać się nie da. Dla mnie pogodowa różnorodność naszego kraju jest czymś wspaniałym. Każda kolejna pora roku to odmiana. Nawet ciemnymi, zimnymi i deszczowymi dniami można się rozkoszować jeśli spojrzy się na ich potencjał, tak jak napisałaś, herbatowo-książkowo-domowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że lubisz naszą, polską aurę. Podziwiam Cię za długie samotne podróże, dla mnie to wciąż przekraczanie własnych granic i lęków.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Z utęsknieniem czekam na taki autowy, samotny moment, póki co tylko z instruktorem, no ale poziom stresu jakby zmalał, a to dobrze wróży. Jesień u mnie też zupowa -dyniowa na ostro i inne zupy kremy z chilli, no i książka nieodłączny towarzysz wieczoru! O tak - szary ostatnio dominuje - najczęściej widuję wnętrza - kolory ścian. I patrzę na Ciebie melancholijnie i grasz mi delikatnie w duszy i jesień rozświetlasz.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Chcesz coś napisać? Śmiało! Najwyżej odgryzę rękę jeśli nie będzie mi się podobać ;D