Pląsy w czarnej otulinie;)





  Wydaje mi się, że to ostatnia sesja weselna w tym roku - więc możecie odetchnąć;).
Ale za to wyjątkowa. Na ten ślub czekałam z drżeniem serca. Moja przyjaciółka Gosia (która nie raz gościła na moim blogu) była główną bohaterką tego zamieszania.
 Uzgodniłyśmy, że będę odpowiedzialna za jej fryzurę i makijaż.
Przed "sądnym dniem";) wypróbowałyśmy opcję pełnego makijażu (ale delikatnego) i fryzury "z podpięciem". Ekhmmm... gdy się oswoiłyśmy z efektem zgodnie orzekłyśmy, że "to nie to". Określenie narzeczonego odnośnie makijażu było nadzwyczaj trafne - "jak maska, pozbawił Cię mimiki".
  Gosia na co dzień w ogóle się nie maluje, a jej lekkie loczki nie tolerują lakieru - włosy momentalnie stają się przyklapnięte. Co do makijażu, to zrezygnowałyśmy z podkładu na rzecz kremu BB, rzęsy były lekko pomalowane, a powieki w śladowych ilościach oprószyłam brokatem; delikatny błyszczyk i finito.
  W chwili gdy tylko na zdjęciu ujrzałam suknię ślubną (ciągle się zachwycam!) już wiedziałam, że włosy będą podcięte na krótko, aby głowa była upstrzona naturalnymi loczkami. Zero lakieru.
Obydwie byłyśmy zadowolone z efektu:).
  A włosy i tak najlepiej ułożyły się na poprawiny, gdyż świeżo poślubiona w miejscu noclegu zapomniała wziąć szamponu, więc głowę umyła mydłem;).


 Zdjęcie z przymiarki


  Wiedziałam, że na ślubie przyjaciółki będę czuć się swobodnie i nie będzie miała nic przeciwko mojej czarnej sukience (miłość od pierwszego wejrzenia). Za element rozjaśniający robiły srebrne baleriny i pazury.
Na tym poprzestanę, gdyż muszę odespać te wszystkie wesela, wyjazdy i rozjazdy.
Jakoś się ogarnąć, nadgonić z praniem, czytaniem (!), zająć się zwierzakami (wrócić do spacerów z Boniem), których mi ostatnio przybyło (2 koty) i niestety ubyło (moją kochaną, starą Migotkę auto potrąciło). Ogarnąć pajęczyny, bo mąż stanowczo sprzeciwia się abym zabijała pająki.
Ostatnio, gdy syn zauważył w łazience pająka z jajnikami (czyt. z jajeczkami), zaproponowałam, że wezmę go (ją?) na szufelkę i wyniosę na trawę. Na co ślubny z oburzeniem: "No wiesz, to jakby ciebie w ciąży wystawić za okno na mróz".

Ha, miłego tygodnia!:)

A co do kobiecości, to myślę podobnie jak Gaba Kulka: