Mrrrrrr





   Ho ho! Idą Święta, Nowy Rok - czas na podsumowanie, którego wcześniej nigdy nie robiłam. Nie bójcie się, nie załaduję setek zdjęć z "moimi stylizacjami", gdyż na blogu mam archiwum.
A, że ten rok był pełen małych kroczków, przyczynków do zmian i odwagi  - czas postawić kolejny kroczek, właśnie tu.

   Sztuczne, cętkowane futerko (vintage h&m ;) jest dobrym przykładem na to, iż postanowiłam pobawić się modą bez żadnych obaw.
Kiedyś twierdziłam, że lubię być "niewidoczna"; wiązało się to z lękiem "co o mnie inni pomyślą". Minimalizm był dla mnie taką "bezpieczną zasłoną", nikt nie zwraca uwagi, nie ma się do czego doczepić.
Po 40- stce zaczęłam się buntować i dostawać pryszczy. Jak nastolatka. Postanowiłam przestać żyć w "przykurczu" i bać się "na zapas". Wyrzuciłam ze swojego słownika słowo "stara", bo wystarczy, że tylko tak pomyślisz, a już szukasz tego typu ciuchów i kosmetyków - nobliwych i stosownych.
Strona internetowa http://www.advanced.style/  znana Wam dobrze, pokazuje, iż młodość to stan umysłu i bawić się modą można do grobowej deski.

   O cętkowanym płaszczu marzyłam od dawna, ale brakowało mi odwagi. Świetnie się w nim czuję, małżonkowi oko się zaświeciło (ale nie to, żeby chciał pożyczać...chociaż dzieci już je polubiły i chodzą w nim na czworaka udając dziką zwierzynę;).
Dobrałam do tego zakupione spodnie w sh Marc Cain  - i luksus pełną gębą, ho ho! ;)


   Jestem dumna z siebie - zakończyłam cykl aerobicznej "6" Weidera. Wytrwałam, nie poddałam się i nie zamierzam też poprzestać na tym. Jeszcze nie mam odwagi, by zaprezentować Wam zarys "kaloryfera", muszę jeszcze poćwiczyć, nie to, że chcę być doskonała, bo optuję raczej za realizmem jak w powyższym artykule; natomiast zawsze chcę się dobrze czuć z tym co tutaj pokazuję.
Plusów "6" Weidera jest wiele, min: widoczne efekty (myślałam, że nie mam wcięcia w talii...ale się nagle ukazało!;), możesz wykonywać ćwiczenia kiedy masz czas; w domu, w hotelu, gdziekolwiek. Możesz je dopasować do swojego harmonogramu dnia - zero wymówek!;)


  Moje "odkrycia" kosmetyczne 2016 r. Wspominałam, że po skończeniu 40-stki moja cera nagle powróciła do czasów licealnych, na szczęście nie do tych najgorszych okresów. Pojawiły się oznaki trądziku różowatego.
  Zaczęłam oczyszczać twarz według porad Koreanek i postanowiłam poszukać dla mnie jak najlepszych kosmetyków. Metodą prób i błędów znalazłam.
Największym odkryciem okazała się dla mnie linia kosmetyków Oillan balance (dostępne w aptece).
Krem łagodzi podrażnienia, wyrównuje koloryt skóry - po umyciu twarzy lub o poranku nie mam już na twarzy czerwonych plamek i kropeczek.
  Zmieniłam też płyn miclearny  - ten z Biedronki na Tołpę (rewelacyjnie usuwa makijaż). Tonik matujący Tołpy świetnie się sprawdza i w ogóle nie wysusza skóry, a mam cerę wrażliwą.
Szampon intensywnie nawilżający dobrze działa na moje falowane z natury włosy - czasami to mam takie loki, że ho ho :).
Bardzo lubię linię kosmetyczną do włosów essence ultime dostępną w Rossmannie. Podczas lata używałam odżywki ze spłukiwaniem do włosów blond. Włosy po niej były sprężyste i dobrze podkreślała jaśniejsze refleksy.
Na zdjęciu widzicie balsam upiększający bez spłukiwania, właściwie to takie serum.
Dla moich włosów jest bardzo dobry; nie tylko nie mam siana na końcówkach, ale włosy się dobrze rozczesują. Idealny kosmetyk dla kogoś kto rano myje głowę i nie ma czasu tkwić z odżywką na głowie "parę minut" po czym ją spłukać.
  Z tego co nie ma na zdjęciu polecam żelowe lakiery do paznokci Avon. Wczoraj koleżanka przyszła z walizeczką z lakierami, które przetestowałam. Teraz idealne, czerwone pazury jakodmanikiurzystki stukają w klawiaturę. Jakość nieporównywalnie lepsza od tych drogeryjnych.
Jak dostanę zamówione to przedstawię różnicę.
Zaznaczam, iż nie ma tu nic z kryptoreklamy czy lokowania produktu;)

  Zmieniłam podejście do konkursów.
Lubię te instagramowe, a po przeczytaniu tego wpisu maneruki zaczęłam brać w nich udział.
Zaliczyłam trzy konkursy i je wygrałam (Aryton to już się chwaliłam;).
"Moda na czytanie" to był temat jak skrojony dla mnie! Konkurs był zorganizowany przez "Zwykłe Życie" i Medicine. Było trzeba wysłać zdjęcie, które mówi o modzie i czytaniu. Świetnie bawiłam się z dziećmi w bibliotece, a koleżanka pstryknęła nam parę fotek.
Marka Shabatin miała do rozdania koszulkę z "karpio-śledzikiem". Było trzeba dokończyć zdanie typu "dlaczego ja powinnam ją otrzymać". Samo określenie karpio-śledzik mnie ujęło i rozśmieszyło (uwielbiam nowe twory słowne!), w tym to duchu ułożyłam wierszyk i ...wygrałam.

  Przy tych konkursach bawiłam się znakomicie. Lubię wyzwania, które pobudzają moją kreatywność.
Widziałam, że inne osoby też dawały super foty i tak naprawdę cieszy mnie to, że mamy tyle zdolnych ludzi w Polsce. Dlatego te wygrane były dla mnie przyjemnym zaskoczeniem.
Radością i dodały mi pewności siebie.
Przez lata prowadzenia bloga, czasami pojawiały się komentarze, że ludzie wolą to co piszę niż "moje stylizacje". Albo było dużo takich, które w ogóle nie odnosiły się do zdjęć.
Utrwaliło to we mnie myślenie, że to co przedstawiam, nie "zasługuje" na komentarz.

  Wygranie dwóch konkursów związanych z modą podbudowało moje spojrzenie na ubieranie się, na to jak się prezentuję. Co prawda, dawno postanowiłam iść swoją drogą i nie przejmować się, ale wiecie jak to jest, gdy Cię docenią - to daje pozytywnego kopa!

To tyle jeśli chodzi o podsumowanie;)

Życzę Wam ciepłych, pachnących bliskością, piernikami i barszczem Świąt Bożego Narodzenia :*

Edit:
Właśnie obejrzałam świetną komedię włoską pt. "Jak Bóg da." Na Święta idealna:))