Przyszła pora na kolora






   Temperatura oscyluje w okolicach 10 +, ptaki śmielej świergoczą, koty wyłażą z chałupy, pranie suszy się na zewnątrz. Czyżby wiosna? Myślę nieśmiało i cieszę się w duchu.
  Dzisiaj widziałam panią w trenczu z apaszką na szyi (a nie w wełnianym szalu). Chyba nie tylko ja mam ochotę wyprać zimowe kurtki, zapakować w worek próżniowy i upchnąć w najciemniejszy kąt półki.

  A jeżeli wiosna to i kolory, bo dlaczego nie?
Z wiekiem zyskałam świadomość tego co mi się podoba i co mi służy. Czego ja nie wypróbowałam? Zwłaszcza jeśli chodzi o kolor włosów;). Zdania mogą być podzielona, w jakim było mi najlepiej. Nie chodzi o to co komu się podoba, ale jak  ja się czuję w danym kolorze. Np. nie wyobrażam siebie teraz w rudym, z blond pasmami czuję się dobrze, promieniście, "jasno", łagodnie.
  
   Jeśli chodzi o kolory ubrań, to preferuję czyste kolory o średnim natężeniu (nie - żarówiaste), czystą biel (w ecru blednę i "choruję" na twarzy) i odcienie koloru nieba.
Nie dla mnie "brudne" róże, seledyny, czy jesienne rudości.
 
  Pamiętam, jakie kolory wytypowała dla mnie Maria z bloga Ubieraj się klasycznie: fioletowy, żółty (trzeciego nie pamiętam); a Tomek Schmidt powiedział, że jestem "wiosną" zmieszaną z "zimą".
Wszystko to biorę pod uwagę, ale nie trzymam się sztywno tych ram.
Jest to fajny punk wyjścia, by w ogóle zastanowić się nad kolorami w naszej garderobie, czy jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu.
 
  Po wielkich porządkach przedwiosennych, o których już pisałam, mając jak na dłoni aktualny stan mojej garderoby, wraz z wiosną nabrałam ochoty, by zrobiło się w niej bardziej kolorowo.
 Najpierw ustaliłam jakie będą kolory bazowe tzn. okrycia wierzchnie, koszule, spodnie z materiału.
Czarny, granat, oliwkowy i biały. Wiadomo, będą odstępstwa, mam fajny, czerwony płaszcz, i taki długi w kratę.
  Lubię też mocniejsze akcenty kolorystyczne: czerwony, żółty (spróbuję, a co), niebieski (kobalt), róż.
  Jakiś czas temu szlajając się po wyprz, natknęłam się na czerwone abibasy, "a właściwie, dlaczego nie?"
 Na półkach z butami zrobiło się weselej;).

  No dobra, a gdzie szukać inspiracji?
Znużona już jestem typowymi "pinterestowymi" stylizacjami i tzw. street stylem. Ten ostatni to juz zjada swój ogon, bo jeżeli spojrzeć na foto relacje z faszyn łików, to pojawiają się te same osoby, przyodziane w markowe ciuchy, chodzące reklamy, piewczynie trendów (gorsety na koszulach, klapki z futerkiem, drogie torebki), w podobnych fryzurach i makijażach.
  Dla kogo to?
Może nie dla przeciętnej zjadaczki tosta z dżemem, ale dla celebrytów?
Brakuje mi takiego "ruchu oddolnego", wentylu, powiewu świeżości.
  Zastanowiły mnie słowa Roberta Kupisza; na pyt. gdzie szuka inspiracji, powiedział, że w ogóle nie w internecie, nie w gazetach, ale w życiu, w podróżach. Nie ogląda innych pokazów.
Ciekawe.
  Może właśnie zaufać sobie, przypomnieć co nas zachwyciło, w filmie, w przechodniu, w książce?

   Zawsze podobały mi się kobiety w filmach Almodovora (u niego nawet żółty, tleniony blond u taksówkarza wydaje się "artystyczny"). Ostatnio Pepa (jej przyjaciółka też) z filmu  "Kobieta na skraju załamania nerwowego" (uroczy tytuł, prawda?;).


 
  To co mam dzisiaj na sobie powstało  dzięki zmrużonym oczom i obejrzeniu kolekcji Emporio Armani jesień - zima 2017/2018. Najbardziej urzekła mnie kolorystyka i cekinowe dodatki. Mistrzostwo.
Pomyślałam o "najweselszym swetrze w mojej garderobie" i cekinowych botkach.


Kolekcja z oddali i efekt a la "zmrużone oczy" wydobyty dzięki ps

  Zamierzam szukać inspiracji w obrazach; mam za sobą pięć lat historii sztuki, a w sobie wielką słabość do ekspresjonizmu niemieckiego, kapistów; chociaż to duże uproszczenie, są jeszcze poszczególni malarze, pojedyncze dzieła, itd.
 
  Nie ma się co bać tego co NAM się podoba, to nie my mamy się dostosowywać do tego co ktoś wymyślił. Szukajmy tego co nam pasuje i w czym czujemy się najlepiej. 
Zamierzam tak robić:)




   Czy ten makijaż nie wygląda znajomo? Już wiem kim inspirowała się pewna wizażystka z TVŚ...

A tak poważnie - kadr pochodzi z filmu "Jeszcze nie wieczór". Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że starsi aktorzy grają siebie. Bo rzecz właśnie o przemijaniu, bez znieczulenia. O marzeniach, świadomości odchodzeniu i trudach miłości. Skład doborowy: Jan Nowicki, Danuta Szaflarska, Irena Kwiatkowska, Roman Kłosowski, Beata Tyszkiewicz.
  Oglądałam ten film ze łzami w oczach. Gorąco polecam!

Miłego tygodnia!