Colorful






   
  W końcu maj zaczął nas rozpieszczać swoim ciepłem. Traktory wyjechały w pole a ja ze swojej wioseczki... do innej wioseczki koło Brna (Czechy).
Pośród niskich gór i rwącego potoku mieszka moja kamaradka Vera. Poznałyśmy się około 10 lat temu w szkole językowej w Brnie, w którym mieszkałam 3 lata. Była moją nauczycielką czeskiego, razem balowałyśmy, piłyśmy burczak i litry kawy w kawiarniach.
  Po latach dorobiłyśmy się dzieci i starych domów na wsi;). Nie dzwonimy do siebie, nie piszemy maili, ale wciąż siebie "wyczuwamy".

  Jakoś udało nam się poprzekrzykiwać rocznego Jonaszka i nie poślizgnąć się na wagonikach kolejowych, czy groszku rozsypanym na podłodze. Ach, te małe fąfle (moje duże były na wycieczce szkolnej;).
  Żeby do końca nie zdziczeć pośród pampersów Vera od czterech lat uczęszcza na zajęcia z ceramiki - na zdjęciach widzicie doniczki przez nią zrobione i maselniczkę z wielorybem (to prezent dla mnie!), która moim zdaniem jest niesamowita i nigdy bym nie pomyślała, iż w odniesieniu do maselniczki można użyć takiego przymiotnika.
  Miałam więc czas poszlifować stare kąty, poobserwować ludzi, tych którzy mnie zaciekawili ubiorem widzicie na zdjęciach, jeden tatuaż zachwycił mnie na tyle, że niemal biegłam z aparatem za dziewczyną i ledwo co zdążyłam cyknąć fotkę wytatuowanym zwierzętom metodą iście bliźniaczą do tej jakiej używali twórcy malowideł w Lascaux.
By nieco odpocząć od tłumów, udałam się do parku, a tam... też tłumy. Na trawie rozleniwieni ludzie, całująca się młodzież, na ścieżkach biegający w grupach.
  Z ulgą wróciłam na wieś do Very. Pochodziłyśmy nawet trochę po górach - na szczyt góry zawiózł nas mąż Very, więc się nie męczyłam schodząc w dół. Bywało, że drogi były zaorane;), Jonaszek miał na takie okoliczności przygotowany specjalny wózek - osiemnastoletni - ten wytrzymał już ponoć bardzo dużo;).
  Był to dla mnie wspaniały czas: bez neta, instagrama itd. Bez strojenia się - tylko dżinsy i koszulki.

  Za to gdy wróciłam dżinsy wcisnęłam w głąb szafy, nazajutrz przywdziałam niebieską spódnicę i kolorową koszulkę.
A dziś widzicie mnie w "wesołej" wersji. To jest właśnie ten t-shirt, który mnie zachwycił w Elle;
Benetton - dział męski;). Spodnie z lumpa, reszta była.




Vera mi maselniczkę a ja jej strzyżonko (jak zazwyczaj - zapomniałam zrobić zdjęcia przed - miała włosy za ramiona).


 
:*