Sztuczne rzęsy jako must have na urlop i oszukujące sklepowe lustra



    

 


  Chyba się starzeję i proszę mi tu nie zaprzeczać, nie słodzić, nie rzucać frazami typu: "Masz tyle lat na ile się czujesz".
Czasami czuję się marnie. Oszukana, wywiedziona w pole. Chyba mogę sobie pomarudzić, odstępując od naczelnej zasady, która przyświecała mojemu blogowi - jest on po to, by podnosić na duchu.
A mnie kto podniesie, no kto?

  Zacznę od banalnej sprawy: paznokcie. Zawsze miałam krótkie, a teraz urosły dzięki hybrydom i z trudem piszę na klawiaturze.
Książka "Duchowe życie zwierząt" mnie zdołowała, nie wiem czy za sprawą języka jakim została napisana, czy dlatego, iż wpędziła mnie w lęki, że zarażę się jakimś pasożytem od mojego pasa lub kota, a one od zdechłych myszy, które wcinają lisią kupę.
Lęk został w miarę opanowany, bo pies odrobaczony... tylko nie wiem co zrobić - do skończenia książki zostało mi 20 stron. A jak znowu zacznę płakać?
Zawsze mogę zwalić winę na hormony.

  Chyba też przestanę ufać ludziom i lustrom sklepowym.

Niedługo wyjeżdżam nad morze - wytęskniony urlop. Postanowiłam zasięgnąć języka, a raczej oka u "kosmetycznych" youtuberek, w sprawie kosmetyków, które warto wziąć na wyjazd (jakieś 2 w 1, mini opakowania itd.).
Okazało się, że niezbędne na plażę są... sztuczne rzęsy.
Chyba się popłaczę.

  Wybrałam się do Galerii po strój kąpielowy. Załamałam się; biustonosze spłaszczające cycki (za jedyne 59 zł - za tyle to sobie sama spłaszczę), dobrze że chociaż gacie sobie kupiłam (pewnie dlatego, że w paski), a góra będzie sprzed 2 lat.



  Czy nie macie wrażenia, że lustra w H&M przestały wyszczuplać?;)
Cóż będę uprawiać parawaning, albo... w końcu dam sobie prawo do fałdek, mam 42 lata, jestem kobietą, matką i uwielbiam słodycze, ot co!

  Na urlopie zamierzam się nie przejmować sobą (uczę się tego i idzie mi coraz lepiej). Zabieram dwie zwiewne sukienki i dresy (długie i krótkie), klapki z trzema paskami, żeby w razie czego zaszpanować;).

Książki tylko sprawdzonych autorów: Marcina Szczygielskiego i Mariusza Szczygła. Wiem, że się nie zawiodę, a i może pośmieję.
Nie martwcie się nic mi nie jest; zaprzyjaźniony ksiądz jakieś 14 lat temu dostrzegł, że mam depresyjną osobowość. Oczywiście się oburzyłam, czy on nie widzi jak często się uśmiecham?;)

  Na przekór nastrojom pomarańczowa sukienka rzecz jasna z sh, no i udało mi się dzisiaj kupić za całe 2 zł "Listy" Gustawa Flauberta. Przeczytałam dwa i jestem zachwycona!

 
Dobrze, że Flaubert nie żyje w naszych czasach, biedaczysko załamało by się, gdyby zobaczył, że nie dla króla ludzie stoją w kolejkach, koczują pod sklepem H&M - tylko dla ciuchów.

Pozdrawiam i obiecuję wrócić z urlopu nieco weselsza;).