Oryginalne maskowanie





  "Oryginalny"- to słowo już na zawsze będzie kojarzyło mi się ze wstydem jaki poczułam gdy polonistka oddawała wypracowania i na moim, czerwonym długopisem był zaznaczony błąd ortograficzny. "Orginalny" napisałam. Spojrzała z wielkim zawodem: - "No wiesz co, ale po tobie się tego nie spodziewałam".
Uwielbiałam j. polski, nigdy nie byłam wzorową uczennicą, ale czytałam masę książek, poezję, brałam udział w konkursach recytatorskich, nie ograniczałam się tylko do lektur ( aczkolwiek Żeromskiego nie mogłam strawić i drżałam co by się nie wydało).

  No i pretendowałam do miana oryginalnej, jak każdy ponoć. Tak przeczytałam w gazecie. Większość z nas myśl, że nie ulega trendom, a jeżeli, to ma to pod kontrolą, a na pewno nie ma takiej drugiej, drugiego. To pewnie ten inny zżyna. Tak sobie myślimy... a inni myślą podobnie;).

O święty paradoksie!
Chodziłam do Liceum Plastycznego, a tam oryginalność była wpisana w DNA szkoły. Szale, długie spódnice, zamszaki, glany. Styl na hippisa albo punka. Chudość była pożądana, a być płaską jak deska to było moje marzenie - abym mogła wpisać się w tamtejsze standardy. Bo czy ktoś widział eteryczną nimfę z dużym biustem?
Niewątpliwie też przez to długo nie akceptowałam swojego biustu, chowałam go więc pod luźnymi bluzami, negowałam obcisłości i dekolty a la włoska donna.

Wracając jednak do tej oryginalności, to właśnie moje licealne doświadczenie ukazuje paradoks, ułudę "bycia" innym i dążenia do tego. Tak bardzo chcieliśmy się odróżniać, a czyniliśmy to także według jakiegoś wzoru, danej mody.

  Może dlatego, że odstawanie wcale nie jest takie przyjemne.

"To moje nieszczęście. Zawsze odstawałam, nie tylko ze względu na strój. Mam zdjęcie z przedszkola - dzieci siedzą obok siebie, akuratne z nóżkami złączonymi, w porządnie naciągniętych pończoszkach. A ja między nimi z głową opartą na dłoniach, łokcie na kolanach, pończocha zsunięta do połowy łydki."

Ciekawe jest pierwsze zdanie tego cytatu wziętego wywiadu z Andą Rottenberg  (sierpniowe WOE).
Nie mówi: "O jak zajebiście jest się wyróżniać, być inną od pozostałych!"
To jednak pewnego rodzaju alienacja, wykluczenie.

Do tego trzeba mieć silną osobowość (co nie wyklucza miękkiego podbrzusza;), żeby przetrwać tą wierność sobie. Co jak co, ale Anda Rottenberg ma osobowość i styl.
Bardzo podoba mi się ów wywiad z i zgadzam się z wieloma spostrzeżeniami np.:

"Niedostatek prowokuje ekstrawagancję."
"Niektóre koleżanki mają mi za złe, że wymieniam ciuchy ze swoją wnuczką. Ja się im tłumaczę rowerem - że na rowerze praktyczny jest strój młodzieżowy. Ale tak naprawdę nie wiem jaki strój jest stosowny dla mojego wieku. Źle bym się czuła w tym co noszą moje równolatki. Niech mnie więc raczej oceniają jako ekstrawagancką staruszkę."

  Dziś trochę na przekór tej oryginalności - przecież moro to kamuflaż, tkanina maskująca ... ale bardzo twarzowa;)). Bo musi być różnie: ostatnio biust uwypuklony a teraz ukryty, zamaskowany.
To i to lubię, mogę powtórzyć za Tomaszem Stańko - "są we mnie sprzeczności".
A czy czuję się oryginalna?
Pewnie! Jak każda z nas;)

To teraz połasuchujmy sobie trochę.
Uwielbiam sezon na jagody, maliny i borówki. Można tworzyć przepyszne desery, ciasta, pierogi!
Dzięki mojemu starszemu synowi natrafiłam na serię książek z przepisami Doroty Świątkowskiej.
Najpierw syn kupił sobie jedną, później ja o bezach i tortach, następnie on na moje urodziny itd., a za 100% frekwencję dostał od szkoły książkę "Czekolada" - z przepisami.
Ponieważ wszyscy w domu jesteśmy łasuchami, to mamy ambicję sprawdzić wszystkie przepisy, a są one proste, w miarę łatwe a efekt końcowy często przerasta oczekiwania.
Tak było z tortem czekoladowo - orzechowym z malinami. Podeszłam do jego pieczenia nieufnie, bo bez mąki. A tort okazał się niebiański w smaku, który był intensywnie czekoladowy, z wierzchu chrupiący, a w środku rozpływający się na języku. Załączam przepis!

Tarta z zapieczonym jogurtem greckim i owocami leśnymi (u mnie tylko borówki) też przepyszna. Aczkolwiek radzę użyć nieco wyższej formy do tarty - nadzienia jogurtowego wychodzi dużo - ja miałam problem z w stawieniem ciasta do piekarnika i tak mi się trochę wylało;).
Mam nadzieję, że Wasze ślinianki zaczęły pracować;))

Buziole:*