Moje Mitford






  Jakoś tak ostatnio dużo o ciele: w gazetach, instagramach. A konkretnie o kształtach i kontakcie z własnym ciałem. Bardzo spodobało mi się zrymowane zdanie w sierpniowym "Sensie": " Jeśli nie mam kontaktu z ciałem to nie żyję swoim potencjałem (...)"
  Węszę znużenie tym całym fitnessem, instagramowymi brzuszkami, wypiętymi pupami, zdjęciami na piłce, z ciężarkami, dietetycznymi posiłkami. Zżera mnie obserwatorsko - społeczna ciekawość, w którą stronę to pójdzie...
Z okładki "Sensu" spogląda na nas piękna Monica Bellucci - znacie kogoś komu się nie podoba?
Bo ja nie. Z ciekawością przeczytałam artykuł o niej, włoskiej celebracji życia, zmysłowym cieszeniem się życiem (Boże, jak to pięknie brzmi!) i o przyjemności stołu. Spodobało mi się, co powiedziała o swojej babci:
"Moja babcia nawet w wieku osiemdziesięciu paru lat przed wyjściem do kościoła sięgała po szminkę, aby zaznaczyć na ustach krwistoczerwoną kreskę. Makijaż i wysokie obcasy były dla niej codziennością."
  
  Z ciekawością przeczytałam wywiad z historyczką sztuki Katarzyną Wąs o kanonie ciała w sztuce na przestrzeni wieków i od jakich okoliczności on zależał. Podoba mi się myśl końcowa:
  "Tylko czy te dziewczyny, które poświęcają półtorej godziny dziennie na makijaż i stylizację, nie traktują siebie właśnie jako dzieło sztuki?, obiekt, nad którym się pracuje? Ale podoba mi się myśl, by - jeśli uważasz, że ciało jest nieidealne, niepasujące do jakiegoś wymyślonego wzorca doskonałości - sięgnąć do bogatych zbiorów sztuki. Gwarantuję, że każdy i każda odnajdzie w nich swoje ciało. Zarówno to szczupłe jak i bardzo obfite, z nadwagą i pomarszczoną skórą, i to z ostrymi rysami twarzy czy jakimiś anomaliami. I zobaczy, że każde może być piękne, każde może być sztuką."
A wybór jest duży od Modiglianiego po Botero.
Pomyślałam chwilę gdzie odnajdę swoje ciało u jakiego artysty i jest to Henri Toulouse Lautrec.
A Wy w kogo dziełach odnajdujecie swoje ciało?


  Ponieważ ostatnio w moim życiu sporo zamieszania (odbywam staż w ogrodnictwie!:))), w wolnych chwilach szukam odpoczynku w lekturze.
Aktualnie czytam "Blisko i bezpiecznie" Jan Karon. Jest to kolejna część "sagi" o losach pastora Tima i miasteczka Mitford. Pamiętam, że pierwsza część wpadła mi w ręce około 15 lat temu. Zakochałam się wtedy w ludziach, którzy wiedzą o sobie prawie wszystko;), są różni, pomagają sobie, niektórzy rywalizują. Polubiłam bardzo główną postać - wielebnego Tima, który jeśli się nie mylę zakochał się w wieku 50 lat i ożenił. Poza tym kocha książki i uwielbia swojego psa Barnabę. W myśl zasady, że ciągnie swój do swego - stałam się wielbicielką jego osoby.
Sami oceńcie, czyż to nie jest słodkie?

  "Usiadł na taborecie, wyczerpany, a u jego stóp ułożył się jego pies.
- Dzięki Bogu, że Cię mam przyjacielu.
Przypomniał sobie fragment epitafium, które gość o nazwisku Hobhouse napisał dla swojego psa.
- ... ten, który posiadał urodę bez próżności - powiedział na głos do Barnaby - siłę bez cienia agresji, odwagę bez zaciekłości i wszystkie cnoty człowieka bez jego wad. To ty, mój przyjacielu, i niech cię Bóg za to błogosławi."

" - Jesteś mądrym i przystojnym gościem. Zobacz, co o tym myślisz - ekologiczne ciastko owsiane z mąką orkiszową.
Barnaba wziął ciasto od razu. Zjadł. Dwa chrupnięcia.
- Smakuje mu! - zawołał.
- To daję mojej pannie w domu. Sam je piekę. Daisy ma około czterech lat, nie może się doczekać na przeprowadzkę do Mitford.
- Jaka rasa?
- Kundel jak my wszyscy."

;))))

Właśnie nadrabiam zaległości z  Boniem - leżymy sobie (ja piszę, on słodko śpi).
Co do zdjęć to moja zwykła, miastowa i wiejska codzienność. Na uwagę zasługuje plecaczek w kropki; zamówiłam go przez internet i myślałam, że będzie większy. Zastanawiałam się na głos czy go nie odesłać, na co mój syn: "- Niech mama go zostawi, będzie na spacery z Boniem."
Przekonał mnie;).

Udanego tygodnia Wam życzę!:)