Naturalnie







Ostatnio córka moich znajomych spytała mnie, czy wiem jak uzyskać harmonię.
"- Sprawić sobie psa, który będzie cię uwielbiał i kota, który będzie cię ignorował."  Zaanonsowała.
Niestety mam dwa koty i jednego psa, przewaga ignorancji powoduje, że muszę szukać balansu gdzie indziej.
Padło na przyrodę. Moim sposobem na wyciszenie, są samotne spacery z psem. Kiedy wychodzę, czuję, że myśli w głowie mi buzują, zbieranina dnia, co kto powiedział, co widziałam, podjęte decyzje małe i duże. Idę to wydreptać, przewiać - wywietrzyć głowę.
  Mamy z Boniem ulubioną trasę, więc mam możliwość obserwowania zmian zachodzących w przyrodzie, w ciągu cyklu rocznego. Niedawno pola szeleściły dojrzałymi kłosami, a dziś już sterczą suche kikuty i leżą bele słomy (niegdyś wdzięczne tło dla blogerek; pamiętacie te czasy?;). Światło też już nie takie ostre, jakby złagodniało.
Idziemy tak i idziemy... i dopiero pod koniec spaceru łapię się na tym, że zwolniłam krok, oddech  mam spokojny, a uporczywe myśli uleciały wraz z wiatrem.

 Niedawno zamówiłam książkę Thoreau "Walden", czekam na nią z niecierpliwością jak na spotkanie ze znajomym, który na pewno mnie zrozumie. Wiem to.
Czytałam fragmenty jego pamiętnika i uważam, że życie blisko przyrody koi, głaszcze i uspokaja.
Cóż, nie wiem jak Wy, ale ja tego potrzebuję:).









  Zdjęcia robione podczas spacerów z Boniem:).