Denim - mowa






  Nie wiem jak Wam, ale mi początek września zleciał migiem. Przywitałam  rok szkolny i świat zawirował. Jeszcze trochę, a zapomniałabym hasła by się móc zalogować na bloga;).

  U mnie nic nowego; proste życie, powtarzalność, życie w rytmie pór roku, cykl za cyklem.
Wrześniowe wrzosy w doniczce, przekwitające gladiole na ogrodzie i w wazonie, planowanie sadzenia cebulek niebieskich tulipanów, narcyzów i szafirków, abym na wiosnę mogła cieszyć się kolorami.
 Jeśli akurat nie odwożę dzieci do szkoły, do pracy chodzę na piechotę, z jednego końca wioski na drugi koniec - 1,5 km. Pamiętam z lektury "Madam Chic", że Francuzki szczupłą sylwetkę zawdzięczają chodzeniu na piechotę, więc chociaż to, tym bardziej, że teraz obok kawy, na talerzyku zostały tylko okruszki po pysznym placku drożdżowym z malinami;).

Na razie w ubiorze też prostota, nie-szkolny dżinsowy mundurek. Luźno, boyfriendy ze srebrnymi lampasami podkręcone białymi szpilkami, a co;). Lumpexowo, oprócz spodni.

  O książce jak zwykle, by się przydało, aczkolwiek mam mieszane uczucia i mętlik w głowie spowodowany lekturą Anny Łaciny "Zadzwoń, kocham Cię".

  Książkę przysłało mi chyba wydawnictwo na prośbę p. Anny, którą miałam wielką przyjemność poznać na spotkaniu autorskim. Sam ten gest sprawił mi niesamowitą radość.

  W literaturze młodzieżowej do tej pory szukałam jakiegoś ukojenia, jeśli nawet tematy dotykały ważkich spraw było to przedstawione w sposób delikatny, bez czerpania przyjemności "babrania się w ranie".
Po kryminale, o którym pisałam w powyższym poście miałam nadzieję odetchnąć nieco.

A tu miłość ... w oparach katastrof.
Książkę czyta się dobrze - uwielbiam styl pisania Anny Łaciny. W pamięć zapadła mi rozmowa między mamą Weroniki a jej siostrą, a szczególnie "pięć języków miłości" - chcecie wiedzieć co to?
Sięgnijcie po książkę!
 
  Pani Anno proszę mi wybaczyć, ale muszę to napisać: brakowało mi opisów wyglądu bohaterów (szare oczy Wawrzyńca to za mało); nie mogłam sobie ich wyobrazić - akcja nabierała tempa a mi w głowie pojawiały się puste plamy w związku z tym.
No i ta kumulacja katastrof..., ale ja jestem jak Prosiaczek z "Kubusia Puchatka" i może dlatego dla mnie było tego za dużo;).
Co nie zmienia faktu, że już czekam na nową książkę Anny Łaciny:).




Salutuję jak na mundur przystało - czołem przyjaciele!:))